Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
mactrCzłonek
Witam!
Są też 2 prawie „beztrąbkowe” oklepane patenty na gardło, które znam – pierwszy od prof. Cecocho, a drugi „Made in U.S”. Chodzi w nich ogólnie o to samo.
1. Wyjmujesz „tunning slide” (cholera, jak się na to poprawnie po naszemu mówi :)?), ustnik też i kładziesz rurkę ustnikową na języku i wsuwasz dość głęboko :). No i oddychasz wte i wewte 🙂 (dobrze napisałem?:)).
2. To samo z rurą PVC (10 cm długości) o średnicy zbliżonej do przekroju rurki ustnikowej (chyba też może być trochę szersza).
Celu ćwiczenia nie trzeba omawiać – wystarczy sobie samemu spróbować i wszystko będzie jasne. Byle za głęboko nie wsadzić rury :). Brać full oddech. W czasie wykonywania tego ćwiczonka wszystko powinno luźno i poprawnie działać. Oprócz łapania luzu na gardle ćwiczenia te uzmysławiają, jak dużo powietrza zasysamy za jednym zamachem (przynajmniej mnie).
2 in 1 :).
Polecam!Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Heh, Studencie, widzę, że jesteś pogrzany tak samo jak ja 🙂 :).
Ale to dobrze, wiadomo o co chodzi :)…Robienie muzyki to świetna sprawa, tego się nie mierzy (w każdym razie nie powinno) punktami, kasą, itd. Każdy to odbiera po swojemu i ja się cholernie cieszę, kiedy widzę ludzi, którzy kompletnie nie potrafią grać czy śpiewać, ale za to sprawia im to cholerną radochę. I to jest ok. Na pewno bardziej ok, niż sytuacja, gdy ktoś cały dzień rzeźbi przednutkę, wyrywa sobie włosy ze łba i nie można się doczekać końca lekcji 🙂 – takie pojmowanie robienia muzyki też jest powszechne…
Wracając do tematu – polecam wywiad, w którym jest wszystko to, o czym tu gadamy. Nic nie trzeba dodawać :).http://fusion.pl/oczko/index.php?k=51
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Hehe, masz rację – ale nikt nikomu nie nakazuje posiadania dziecka. To kwestia wyboru i ja na najbliższe 20 lat wybrałem :).
W ogóle, temat robi się za bardzo egzystencjalny :).Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Oj kolego, pesymistyczne wizje snujesz, hehe…
Ale prawdziwe!Prawda jest najczęściej taka: albo chcesz mieć pieniądze albo chcesz grać. Niewielu ludzi w Polsce żyje na wysokim poziomie z samego grania itd. (mówimy o muzykach, a nie „pseudo-gwiazdach”).
Jest też często tak, że poziom wykonywanej muzyki jest odwrotnie proporcjonalny do pieniędzy, jakie się za nią otrzymuje. Jak kiedyś usłyszałem (od muzyka jazzowego z wysokiej półki), ile dostaje za dżoba w knajpie jeden z nestorów polskiego jazzu, to doszedłem do wniosku, że człowiek musi mieć charakter, skoro jeszcze nie poszedł łupać wesel na 3,4-krotnie większą kasę.To jest zawód często całkowicie nieopłacalny i ja np. zdaję sobie z tego coraz bardziej sprawę. Ale, do ciężkiej cholery, nie po to ćwiczyłem tyle lat i siedziałem całe dnie w szkole muzycznej, żeby teraz mieć z tego pieniądze :). Gram dlatego, że dla mnie jest to sposób na życie, nic innego robić nie umiem (nie znaczy to, że akurat w tym jestem dobry:)) i także nie chcę nic innego robić. Przez to myślenie wyrobiłem sobie prawie całkowitą olewę szmalu jako takiego i dobrze mi w moim idealistycznym świecie:) :). Jakbym chciał mieć pieniądze, to bym się uczył w szkole i został później inżynierem :).
Fakt, na razie mam stabilną sytuację bytową, nie wiem na jak długo :), ale na przyszłość nie widzę się w jakimś fajnym samochodzie itd., bo na razie tego nie potrzebuję po prostu.
Kurde, byle mieć co do gęby włożyć i dach nad głową, reszta albo przyjdzie albo i nie :). I grać – przede wszystkim możliwie najlepszą muzykę i grać ją dobrze. Zresztą w innym fachu zawsze można „po godzinach” dorobić :).
A rodzinkę najlepiej odłożyć na „po sześćdziesiątce” 🙂Odjechało nam to wszystko od tematu, to może by przerzucić to do sławetnej dyskusji na „coolmanowskim” forum :). A że kolega ciekawy głos zabrał, to moze dyskusja ożyje.
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Noo, jest to obojowy oryginał, ma się rozumieć – od słuchania wersji obojowej, kiedyś o mało mi łeb nie pękł, hehe.
Fakt, II część do najprzystępniejszych nie należy :). O ile mnie jeszcze tak nie martwi kondycja, to za cholerę nie wiem, jak wyciągnąć tam całą tą dynamikę i utrzymać frazę jako taką. Ogólnie, swobodne zagranie całego tego kawałka przy zachowaniu jakiejś tam dbałości o muzykę byłoby dla mnie nie lada powodem do cholernej satysfakcji.
Miałem gdzieś na kaseciaku wykonanie tego adagio – na piccolo, live z jakiegoś kościoła, w roli głównej Igor C :), ale chyba ktoś mi nie oddał… wrrr…To ja też się pochwalę programem: oprócz Marcello gram „Pojedziemy na łów” w wersji na trąbkę naturalną z towarzyszeniem klawikordu, a także „Góralu, czy ci nie żal” w aranżacji swingowej. Profesorowie powiedzieli, że osiągnąłem tam szczyty możliwości interpretacyjnych i mogę śmiało jechać na „Maurice Andre Competition”, hehe.
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Grasz Marcello na B? Przepikna sprawa ten kawałek, zwłaszcza adagio.
Akompaniament fortepianowy, czy może jakieś większe przedsięwzięcie :)?
Kurde, wrzuć gdzieś nagranko :), bo chyba nikt jeszcze nie wyprodukował takowego z B trąbą – ja nie znalazłem.
Kto gra jeszcze Marcello? Nie bać się! 🙂Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
http://www.wyntonmarsalis.org/biography/
http://www.diapazon.pl/PelnyMuzyk.php?Id=52
http://www.sonyclassical.com/artists/marsalis/bio.html
http://en.wikipedia.org/wiki/Wynton_Marsalis
Dla mnie to aż za dużo jak na jednego facia 🙂
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Mandre ma 100% racji, ja jeszcze tylko dorzucę takie własne ćwiczonko – nie jest specjalne oryginalne :), ale chyba pozwala uzmysłowić sobie, że wspinanie się do góry nie musi wiązać się z jakimkolwiek napięciem. Wszystko poniżej to tylko własne obserwacje i wnioski :).
Tempo andante, głęęęęęęboki oddech, start od b1 i przez B-dur legato ćwierćnutami do góry. Myśl tylko o tym, żeby stale dmuchać, nie zmieniaj pozycji warg czy coś w tym stylu :). Przy g,a zaczynają napinać się mięśnie brzucha – olej to i tylko dmuchaj. Zwróć uwagę czy nie zaczyna napinać się kark, ramiona, lewe przedramię.
Jeśli chodzi o psychikę, to wolę myśleć wtedy pięciolinią, hehe. Jak zacznę kombinować „cholera, zaraz będzie c3, może mi wejdzie, może nie??”, to mózg zaczyna wysyłać złe prądy :).
Wracając do tego napięcia we flakach – z chwilą pojawienia można to szybko rozluźnić, tylko wtedy u mnie brzuch wciąga się. W tym momencie zawsze czuję taki przypływ mocy, który pozwala np. na wskoczenie z b na es,f3, ale coś mi się wydaje, że to paradoksalnie jest kolejne napięcie – bebechy wtedy jednorazowo wypychają z płuc w jakiś sposób duża ilość powietrza pod dużym ciśnieniem i to chyba nie jest ok, bo stałość „wydmuchu” zostaje rozwalona i tracę za jednym zamachem cały zapas wiatru.
Też tak macie?Pozdrawiam!
-
AutorWpisy




