Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
mactrCzłonek
Witam!
Ja osobiście dałem sobie spokój z czyszczeniem trąbki (z wierzchu oczywiście) :). Nieraz po „lewatywce prysznicowej” przejadę ją najwyżej „silikonową” (haha, słaby chwyt marketingowy) ścierą od Jamachy, co by zacieków chamskich nie było :).
Posiadam sprytne mleczko od tejże firmy (do żółtych trąb), które naprawdę działa (przynajmniej działało – kiedy jeszcze go używałem:)). Szczerze mogę polecić.Jest także łatwo dostępna wersja tego preparatu dla srebrnych rur – podobno także jest ok. Nie śmierdzi truposzem, nie zacieka i nadaje fajny połysk, jeśli komuś bardzo na tym zależy :). W ogóle powiedzcie, co na dobrą sprawę można czyścić w dobrze polakierowanych trąbkach? Odciski? Co innego, jak ktoś musi się użerać z nielakierowanym Weltklangiem z czasów Gomułki, hehe. Tam to jeden odcisk palca zostaje na wieczność i za parę tysięcy lat może być badany przez archeologów 🙂
Cholera, brudne trąbki są fajne (do czasu kiedy nie pojawiają się dziwne naloty :)). Tak w ogóle to radzę zwrócić uwagę na to, co dzieje się w ich wnętrzu – lewatywa (dla trąbki:)) raz na miesiąc, nie grać na ciężkim kacu, ani po wydalaniu odustnym :).
Taki offtopowy temat, a jakie zainteresowanie! 🙂Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Heh, nie ma czegoś takiego jak zmiana zadęcia czy ułożenie się go na nowo w czasie pauz.
Nie ma potrzeby trzymać ustnika przy gębofonie, tam Ci się nic nie zmieni jak go odłożysz. Na dobrą sprawę przed wznowieniem gry tam nic nie powinno się układać, powinieneś móc tylko przyłożyć ustnik i od razu strzelić (tzn. to proste nie jest, ale trzeba do tego dążyć :)).
Generalnie, znów przywołując prof. Stolarczyka, z wargami nie powinno się nic robić kiedy są już skupione „w” ustniku. Układasz wargi jakbyś chciał pocałować się w rękę (na dobrą sprawę w ogóle ich nie układasz!), przykładasz ustnik i już nic tam nie grzebiesz, nie rozciągasz, napinasz itd. Ostatnio wziąłem sobie tubę i rzeczywiście na takim ustniku to nie problem, ale już na takim trąbkowym maleństwie sprawa nie jest prosta (ja sobie ciągle coś tam rozciągam).Inna sprawa, po co trzymać trąbę przy wargach jak masz np. 4 takty wolnego w andante czy nawet „szalonym” allegro :). To przecież męczy ramiona (prawie niezauważalnie) i powoduje spinkę – ja tak przynajmniej mam :).
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Dzięki za info, Jazzik – muszę przyznać, że zaopatrzyłeś się w całkiem fajny sprzęcik :).
Ciekawe bardzo jest to „pudełeczko” od Fishmana, jednak cholernie drogie, jak na taką małą rzecz :).Po zaopatrzeniu się w mikrofon (klips od AKG) kombinuję nad pre-ampem, ale w gruncie rzeczy, myślę sobie, po co przedwzmacniacz jak można dorzucić parę złotych i zainwestować w coś takiego:
http://lemanski.com.pl/go/_info/?id=4&sess_id=acb63bbbeea0fb049138cbf2b3261534
Co o tym myślisz? Z wielu źródeł wiem, że to porządna rzecz i daje dużo możliwości – wpinam się tym maleństwem w główny bandowy mikser, tam, na swoim kanale daje (prawie) „wszystko na zero”, sygnał na połowę mocy i jestem w zasadzie barwowo i „natężeniowo” niezależny od humorów kolegów :). Oczywiście nie chodzi też o to, żeby sobie w czasie grania grzebać czy kombinować za dużo, ale pod „osobisty” mikser łatwiej wpinać inne bajery bez szkody dla reszty bandu. No i chyba można by użyć go jako odsłuchu – przez słuchawki (chociaż nie jestem pewien). Doradź coś :).
Dzięki i pozdrawiam!
01/05/2007 o 17:05 w odpowiedzi na: Ogólnopolski Przegląd Orkiestr Dętych OSP 2007 – Krynica Zdrój #12510mactrCzłonekWitam!
Rodacy! 🙂
Po jaką cholerę się w ogóle kłócicie? Czy to, że jakaś orkiestra powiększa sobie skład dobranymi muzykami to jakiś problem? Przecież to prowadzi tylko do tego, że muzyka w jej wykonaniu jest lepsza. Co wy kurde, gracie w swoich orkiestrach dla jakichś dyplomów i tandetnych pucharków, czy dla po prostu muzyki, co? Wygrana na jakimś festiwalu wcale nie stanowi o waszej wartości czy jej braku, o tym świadczy tylko to, jaki macie stosunek do tego, co robicie. Ja tam się trochę wam dziwię, przecież im więcej zawodowych muzyków (nawet wypożyczonych) w orkiestrach, tym lepsza muzyka i większa radocha przy jej słuchaniu.
Moim zdaniem – jeśli któryś kapelmistrz stara się o ściągnięcie na wyjazd dodatkowych dobrych muzyków, robi dobrze. Nawet jeśli kierują nim jakieś nie do końca w porządku intencje, to w ostatecznym rozrachunku wszystko jest ok, bo muzyka dzięki temu jest po prostu fajniejsza.
Gdzie tu problem? Dawno temu brałem udział w kilku takich imprezach z orkiestrą dętą i nie pamiętam, żeby któryś z kolegów miał pretensje, że wyżej uplasował się zespół zasilany dodatkowymi instrumentalistami. Wręcz przeciwnie – cholernie dobrze słuchało się takich orkiestr i nikt potem nie przeżywał jeśli zajęło się ostatnie miejsce… bo nie dla miejsc się jechało, tylko po to, żeby zrobić swoje i pokazać się z jak najlepszej strony.
Trochę śmieszy mnie gadanie, że najlepsza orkiestra to ta, która wygra jakiś konkurs albo coś tam, hehe. Jak o wartości muzyki może decydować jakieś jury, co? Muzyka jest dobra albo zła „sama przez się”. Jeśli band nawet wali po czarnych, nie stroi jak cholera i dobrze wychodzi mu tylko początek i koniec, to i tak nie ma problemu, bo jeśli ci ludzie mają autentyczną radochę z grania to jest wszystko ok i publika i tak to zauważy i doceni.
Przecież te wszystkie miejsca, punkty to jakieś kretyństwo, a wasza kłótnia świadczy tylko o braku dystansu do własnych składów i nierozumienia po co się robi muzykę.Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Razem z Doktorem C4 zapomnieliśmy Wam powiedzieć, że nie dysponujemy songiem :), o który chodziło mi w startowym poście :).
Więc, jeśli ktoś chce sobie pograć ten utwór z myślą o konkursie, to się może później zdziwić :). Fakt faktem – kawałek, który otrzymałem od Doktora pewnie również wart jest uwagi i mimo, że to nie ten – dzięki Mu (Doktorowi, nie utworowi:)) za okazanie zainteresowania.W ogóle tak się zastanawiam, czy nie da rady jakoś chamsko ominąć prawa 🙂 i zrobić działu do którego by się wrzucało elektroniczne nuty.
Chyba można by stworzyć klauzulę, jak np. „Administracja nie odpowiada za pochodzenie i „coś tam” 🙂 materiałów umieszczanych na forum i nie ponosi odpowiedzialności z tytułu, ble ble”.
Trochę to naciągane i trochę z prawem pod prąd, ale edukacyjne korzyści dla Brassmaniaków byłyby olbrzymie :). Jednak jakieś zasady musiałaby obowiązywać, np. nikt nie wrzuca skanów książki S. Sołdrzyńskiego 🙂 :). No ale już pewnie panowie od Haydna do Joliveta za bardzo by się nie obrazili :).
Pewnie już ktoś o takową możliwość pytał, ale co mi szkodzi powkurzać Admina… 🙂 🙂Cholera, to jednak trochę nie fair, co? 🙂 🙂
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Fajny temacik.
Mam to samo, ale na szczęście tylko w klasyce solo :).
Przed graniem jestem całkowicie wyluzowany, żadnych jazd, trzęsawek itd.
Wchodzę na scenę, kłaniam się – spoko wszystko. Przykładam trąbę – koniec. Uczucie takie, jakby w ogóle nie czuło się instrumentu, jakby ktoś trzymał za roztrąb i lekko nim ruszał Oczywiście cały czas normalna świadomość, opanowanie itd. ale granie nie idzie za cholerę – dźwięk do bani, nic nie odpala. Wiesz, że jesteś w pełni spokojny i wyluzowany, ale grać nie możesz. To podobno podświadomość tak fajnie działa i podobno oszukuje się ją poprzez różne ciekawe wizualizacje, wkręcanie sobie pierdół typu „jestem Marsalisem”:) itd. Nie działa… 🙂
Mądrzy ludzie gadają, że wszystko tkwi w opanowaniu utworu, ale nie do końca mi ta teoria pasuje, bo ja nie mogę wtedy nawet „Świnek trzech” normalnie zagrać :). A zresztą wydaje mi się – trzeba wyrobić sobie taką odporność, że powinno się zagrać nawet ze świadomością, że się nie potrafi do końca utworu albo się go dopiero czyta (różne sztuki nieraz wypadają :)).
Może chodzi o oddech (patrz: różne ćwiczonka relaksujące).
Albo po prostu trzeba wyrobić sobie myślenie „a wisi mi” i w takim przeświadczeniu utrzymywać się do kilkunastu sekund przed graniem, wtedy się dopiero skupić i jazda :). Może to też jakiś sposób…Pozdrawiam!
ps
Było trochę już o tym na forum…
mactrCzłonekWitam!
Cholera, nie mam już siły do tej przepony 🙂
Zaraz ktoś powie: „wymądrzać się poprzez ciągłe obalanie tej przepony to żadna sztuka”, no ale temat – jak widać – ciągle niewyczerpany.1. Powietrzem brzucha nie napełnisz
2. Dmuchając w trąbę nic nie wolno wciągać – powietrze ma z ciebie swobodnie wypływać itd.I oczywiście formułka na koniec: przepona to główny mięsień WDECHOWY (przy wydechu ma być pasywna), natomiast powietrze nabieramy w płuca, bowiem przepona to tylko umięśniony flak, a nie jakiś balon jak uczyli (także mnie) i dalej uczą… :(.
Generalnie, w książkach od kulturystyki i fitness to nieraz takie brednie piszą, że od razu mam ochotę kogoś zatłuc.
Poszukaj sobie na necie filmiki np. z panem Arnoldem Jacobsem albo coś w tym stylu, poszperaj na forum (ludzie tu bardzo mądrze pisali), i polecam, nie za bardzo u nas znaną, książkę „Sound the Trumpet” J. Harnuma (jest po angielsku), gdzie jest bardzo przystępnie, ale fachowo wyjaśnione o co chodzi w oddychaniu.W ogóle, książeczka jest wspaniała (jest w niej dosłownie „wszystko” o graniu na trąbce i to jak fachowo!).
Ściągnąłem ją kiedyś z netu (może jeszcze gdzieś jest), rozkodowałem :), wydrukowałem i… zrobiłem format twardego :). Jest tego od cholery papieru, więc na pewno jej nie zeskanuję 🙂 Polecam wszystkim!mactrCzłonekWielkie dzięki!!! 🙂
-
AutorWpisy




