Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
mactrCzłonek
Witam!
Cholera, dobrze byłoby rozpowszechnić na ślubach, pogrzebach i innych tego typu chałturach jakieś nowe kawałki. Do ślubu (na wyjście) wcisnąć coś szybszego i „radosnego” z baroku (z klawesynem na przykład), a na pogrzeb coś wolnego i podniosłego (też barok) zamiast tej przybitej „Ciszy” – wielu się już ona przeżarła.
W ogóle jestem za tym, żeby wprowadzić w „branży ślubnej” swoisty koncert życzeń – ludziska zamawiają sobie z wyprzedzeniem jakiś ulubiony kawałek, a trębacz przygotowuje go sobie spokojnie solo albo z klawiszem jakimś – wszystko oczywiście za sporą dopłatą :)…
Jeśli chodzi o pogrzeby, to ciekawie by było gdyby trębacze mieli przygotowaną jakąś pulę utworków i żałobnicy mogliby sobie wtedy coś pod siebie z owej puli wybrać.Ot taka sobie beztroska refleksja :).
Pozdrawiam!
mactrCzłonekCześć!
Trudno dokładnie powiedzieć jak temu zaradzić.
Możliwe jest, że stoi za tym za bardzo przesunięty na bok ustnik – ja mam ustnik leciutko na boku, a to powoduje, że wargi troszkę dziwnie mi się układają i kiedy jestem po dłuższym czasie bez trąby, to też pojawia się mała szpara (mam o tyle dobrze, że mogę to zlikwidować po dwóch dniach solidniejszego ćwiczenia). Najprawdopodbniej więc swój problem możesz zlikwidować poprzez wzmocnienie warg (kondycji). Ja bym polecił na dzień dobry długie dźwięki (10 – 15 minut w zmiennej dynamice, żeby zaobserwować co się dzieje przy różnym ciśnieniu), a także przedęcia oktawowe na ustniku (3-4 minuty, z fortepianem, od g1 i do góry do oporu, bez dociskania i na ogólnym luzie).
To się nawymądrzałęm… 🙂
W każdym razie warto spróbować.
A może zwyczajnie za mało ćwiczysz i brak ci po prostu kondychy (wargi wtedy robią co chcą) – po prostu zwiększ dzienną dawkę trąby, ale nic na siłę, jak nie możesz dłużej – nie graj, jak czujesz zmeczęnie – odłóż trąbę.Pozdrawiam!
mactrCzłonekCześć!
Obczaj czy czasem między wargami (poza obrębem rantu oczywiście) nie ucieka ci powietrze. Może być to tak mały strumień, że nawet go nie czujesz, a to właśnie przez niego wywala Ci ślinę z ust. Jest też taka możliwość, że przez szparę (tę normalną w obrębie rantu ustnika) ucieka ci za dużo śliny. Stawiam jednak na pierwszą możliwość.
Pograj na ustniku blisko do lustra i spróbuj coś przyuważyć (malutkie bąbelki?) albo przyłóż dłoń do warg w czasie gry i sprwadź czy nie czujesz wydobywającego się powietrza.A może jakoś specjalnie pocą Ci się wargi :)? No nie, to chyba się nie zdarza :)…
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Oj, koledzy-brassowicze, chłopak jest zupełnie początkujący, całkowicie zagubiony :), i pewnie oczekuje jasnych wskazówek, a wy serwujecie odpowiedzi nic nie wnoszące do sprawy, ojojoj :)…
Jeśli chodzi o rozmiar ustnika:
Dawno temu utarła się zasada (niewiadomo czy słuszna), że początkujący trębacze powinni zaczynać od modelu 7C Vincent Bach. I rzeczywiście – jego parametry wydają się optymalne – zwłaszcza, że wielu muzyków nie odstawia tego rozmiaru wtedy, gdy wchodzą na wyższe stopnie wtajemniczenia.
Jeśli masz „normalnie” 🙂 wymiarowe wargi, to sądze, że na początek edukacji rozmiar ten jest odpowiedni (a przynajmniej może posłużyć za pewien drogowskaz, odniesienie w stosunku do innych rozmiarów itd.).
Oczywiście, trochę naiwnym jest polecanie każdemu 7C (wiadomo, każdy z nas jest inny), ale jeśli chcesz konkretnej porady „na dzień dobry”, to ja proponuję ten model właśnie.
A tak w ogóle – poradź się nauczyciela!!! :). Raczej też poradzi 7C.Jeśli chodzi o firmę (cholera im dłużej piszę tego posta, tym bardziej wydaję mi się, że jego wcześniejsza część jest bezzasadna – teraz się pokapowałem, że chodzi Ci chyba tylko o firmę, a rozmiar masz z grubsza obrany, ale tępy jestem coś 🙂
Tak czy siak – jeśli chodzi o firmy, to te wymienio są OK (no dobra – Arnoldsa znam słabo :)). Można dorzucić jeszcze Kanstul, Schilke, Monette (jak rozwalisz skarbonkę :)) i wiele innych. Pamiętaj że większość rozmiarów wszystkich firm jest jakoś tam ujednolicona (chyba kroi się je w odniesieniu do Bacha, ale nie jestem pewny). Oczywiście, panuje pogląd, że najbardziej popularny jest Bach, a najlepszy i najwygodniejszy Monette, ale może się okazać, że Tobie podpasuje Yamaszka. W tej kwestii naprawdę decydują szczególiki. Próbuj, kombinuj.
Pozdrawiam!
Nie wywalam pierwszej części posta – może się na coś komuś przyda, ale wątpię… 🙂
mactrCzłonekCześć!
Witamy, witamy! 🙂
Ciekawy temat na początek – chyba to on wkrótce zdobędzie miano najczęściej komentowanego :).
Tak na poważnie: kij i trąba to instrumenty których nie ma co porównywać. Jeśli Twój nauczyciel od klarnetu miał łeb na karku i sprzedał ci (i wpoił) właściwe wiadomości nt. oddechu, to w tej kwestii jesteś PRAWIE w domu (przynajmniej jeśli chodzi o sam wdech, tak mi się wydaje?). Można dodać, że na każdym dęciaku musisz być rozluźniony na 100 %, wszystko musi się dziać naturalnie itd., ale to straszne ogólniki…
Rady: Nie przesadzać z ilością ćwiczenia (lepiej częsciej, ale w małych dawkach), nie zrażać się (w końcu po prostu musi zacząć wychodzić), pamietać o „pierdołach” typu: ułożenie paluchów, postawa i najważniejsze – brać pełny, głeboki oddech. Dodtakowo: ćwiczyć powoli, nie brać się na rzeczy ponad miarę (nie naśladować Sandovala :)), zadawać mnóstwo głupich pytań, ale oczekiwać sensownych odpowiedzi :).Cieżki kawałek chleba sobie wybrałeś, ale powodzenia :)!
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Powtórze się: wszystko zależy od tego, co i jak chcesz grać, tak więc:
1. Do poprawnego grania muzyki klasycznej potrzebujesz warsztatu od podstaw i pewnych wiadomości teoretycznych – w Twoim wieku szkoła odpada (no, może jakaś prywatna, jakieś ognisko?), najprawdopodobniej będziesz musiał zostawić sporo kasy u prywatnego nauczyciela
2. Jeśli kręci Cię Jazz, rozrywka, to potrzebujesz tego, co jest powyżej + wielu płyt + wielu koncertów live + kupę czasu na osobne ćwiczenie improwizacji, artykulacji i innych nudnych rzeczy 🙂
3. Jeśli chcesz grać tylko tak dla siebie w jakiejś niezawodowej orkiestrze (ew. chałtury, pogrzeby, imieniny babci) i nie interesuje cię za bardzo to czy sobie czegoś nie spieprzysz (po prostu musisz być przekonany, że trąba to tylko jakis tam dodatek do zabawy, życia itd, i jeśli coś sobie przykładowo zrypiesz z wargami, to będziesz mógł żyć bez trąby), to wystarczą warsztatowe podstawy „wyuczone” za pulpitem (po prostu po iluś tam tygodniach zauważysz, że potrafisz wydobywać „wszystkie” dzwięki, grac melodyjki, z czasem i tak będziesz mógł grać coraz wyżej, szybciej itd.).
W zasadzie same banały tu spłodziłem, ale naprawdę warto się na dzień dobry zastanowić: „do czego mi ta trąbka ma służyć?” i napisz coś więcej, czy masz jakieś muzyczne podstawy, może grałeś na czymś itd……Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Nie sądzę, że może być kiedykolwiek za póżno na naukę gry na instrumencie. Druga sprawa: nie wydaje mi się, że nauczyciele za szkół muzycznych (a co dopiero z akademii) będą mogli Ci pomóc – oni za bardzo nie mają czasu (i chęci) na dawanie prywatnych lekcji początkującym… no, może jakiś nauczyciel z I stopnia będzie skłonny do pomocy (oczywiście płatnej :)). Kolejna kwestia: czy chcesz grać na trąbie jakoś tam kiedyś profesjonalnie czy tylko amatorsko dla własnej radochy, czy masz jakieś muzyczne podstawy czy nie… Generalnie, jeśli chcesz sobie tylko podmuchać tak dla siebie, to polecam jakąś amatorską orkiestrę dętą – tam zawsze najpierw przyuczają do zawodu, a po paru miesiącach może już usiąść za pulpitem. Jeśli jesteś wystarczająco uparty, to możesz dążyć do tego, by być kiedyś zawodowcem – wtedy jednak potrzebujesz profesjonalnego prywatnego nauczyciela, z którym będziesz miał regularne lekcje. Może warto wtedy poszukać wśród absolwentów katowickiej akademii – popytaj w środowisku. Taki gość po studiach nie ma zbyt wielkiego doświadczenia pedagogicznego, ale to jednak zawsze profesjonalista i na pewno Ci pomoże. Odradzam samodzielną naukę na trąbie – to nie keybord, ani flet prosty, łatwo tu o „wkręcenie” sobie nawyków, z którymi później trudno walczyć.
Jeśli masz wystarczająca ilość samozaparcia (i kasy :)), to nawet w wieku trzydziestu lat możesz zostać jakimś wirtuozerskim objawieniem trąbkowym
😀Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Rzeczywiście ciekawy fragmencik (jak ja nienawidzę tego gościa :)), ale w tym koncercie to wcale nie Sandoval jest najjaśniejszym punktem (oczywiście w mojej skromnej ocenie). Gra tam także pan, który się nazywa Claudio Roditi. Pan ten ma może 1/4 umiejętności technicznych Arturka (i ciekawą skądinąd barwę), ale jaką muzykę wyciąga ze swoich solówek – paluchy lizać… No i Paquito D’Riviera i jego klarnet i alt….. Ach…….. :).
I jak widać na ząłączonym obrazku, Arturek na końcu wyłazi z piccolo i wszystko rozpieprza chałturniczo zagraną wiązanką przebojów epoki baroku, co dla wszystkich jest strasznie zabawne :).
Oczyywiście wszystko kończy się jego znanym patentem-motywem do g4, który to patent zaciekle próbują zagrać wszyscy trębacze, z którymi miałem w życiu styczność (oczywiście zazwyczaj granie kończy się w trzykreślnej + chwilowa awaria mordki i uzębienia).
No nie mówcie, że nigdy nie braliście się za ten motyw…. 🙂Pozdrawiam!
PS
I tak cholernie lubię tego Kubańczyka (Arturka) 🙂 – przynajmniej wiadomo gdzie są techniczne wyżyny i do czego trzeba dążyć :).PS #2
Szkoda, że Diz już wtedy nie był w formie (gdyby ten koncercik odbył się z 30 lat wcześniej…). I jeszcze wziął sobie takiego „rzeźnika” do duetu…PS #3
Cały koncercik w bardzo fajnej jakości jest na Emule, więc łapać za klawiatury :)! -
AutorWpisy




