Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
mactrCzłonek
Witam!
Smurfik, czasem odnoszę wrażenie, że robisz sobie jakieś jaja z ludzi.
1. Wytłumacz mi proszę, o co biega w tym twoim stwierdzeniu – to trzeba mieć skończony II stopień czy tylko tylko V klasę?, nie kleję za bardzo…
2. W tej chwili już żadna AM w Polsce nie wymaga od wstępujących na wydział instrumentalny (a pewnie i na jakikolwiek inny kierunek) dyplomu ukończenia SM II stopnia (w ogóle jakiegokolwiek papierka poza zwykłą maturą).Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Nie ma żadnych przepisów!
Znajoma flecistka jest na zaocznej AM i kończy sobie II stopień (po jaką cholerę?:) nie wiem).
Pewnie nie ma różnicy w tej sprawie między trybem dziennym i zaocznym na AM.Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Smurfik, uważaj z cytowaniem moich opinii :).
Napisałem, że muzycy z orkiestr CZĘSTO nie dbają… etc. Więc nie WSZYSCY!Nikt tu nie stwierdził, że generalnie dęciaki z orkiestr są lepsze od „wykształciuchów”:). Tego nie można stwierdzić, no i zresztą po co?
Faktem jest, że muzycy z obu tych grup mają swoje zalety i mankamenty w dziedzinie robienia muzyki.
Nie ma także sensu porównywać partii orkiestrowej z utworem solo, bo ich realizacja opiera się na zupełnie innych zasadach.
Tego ostatniego akapitu troszkę nie czaję, ale trudno – może jestem zwyczajnie tępy :).
W każdym razie nie ma co straszyć nikogo egzaminami do I stopnia, no bez jaj :). Jak się coś już dmucha w instrument to chyba nie ma siły, żeby nie dostać się do takiej szkoły. No sam już nie wiem… 🙂Temat troszkę ewoluował w stosunku do „startowego” posta no i, dziwnym trafem, jest ciekawy… Zapraszamy do dyskusji!
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Do Radka (w ogóle to odjeżdżamy od tematu, ale fajny jest:)):
Tak już nawiasem mówiąc, dajcie sposób z tym oddychaniem przeponą – tętno mi skacze jak czytam takie coś…
Oczywiście to, co stwierdzasz w drugim akapicie jest w bardzo dużym stopniu prawdą.
Ludzie z orkiestr zazwyczaj: mają nieporównywalne z nikim a’vista :), są bardzo mocni kondycyjnie, są ograni.lecz niestety często:
Nie dbają o dźwięk, jego dobre „prowadzenie”, olewają „poprawną” artykulację, no i często brakuje im tej całej teoretycznej otoczki (może to i mało istotne, ale problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś po parunastu latach w orkiestrze uświadamia sobie, że ogólnie grać potrafi i chciałby się kształcić w kierunku trąbienia).
Wiem co piszę, bo praktycznie od początku nauki do końca I stopnia grałem równolegle w „dość dobrej” orkiestrze i „szkoła” wyniesiona z niej procentuje do dziś, no i maszerować potrafię w czasie grania :).
Miałem również to szczęście, że w tej orkiestrze trafiłem na „instruktora”, starej daty trębacza, który był prawdziwym ekspertem w stosowaniu „radzieckich” metod nauczania. Ogólnie to było takie Caruso, hehe :), tylko że po lekcji nie mogłem mówić :), a na trąbę patrzeć nie mogłem. No ale w rezultacie po kilku miesiącach – dosłownie forsownych i katorżniczych lekcji – jako 11, 12-latek miałem nieźle „nabitą” mordę, dźwięk, jak na I stopień, bardzo ok. Z perspektywy czasu myślę, że za takie metody facet powinien był iść siedzieć :), ale mnie na szczęście chyba nie zaszkodziły.Sama gra na próbach to była świetna szkoła a’vista, trzeba było grać wysoko no i baaardzo dużo.
Z kolei z SM „wyniosłem” jakąś tam szybkość, technikę, dobrą artykulację. Jeśli chodzi o aspekty siłowe gry, to szkoła mi w tym raczej nie pomogła – tylko orkiestra.Są więc plusy i minusy orkiestry dętej (a także szkoły muzycznej).
Najlepiej chyba z grubsza zdecydować: czy chce się grać hobbystycznie ot tak (oczywiście „hobbystycznie” nie znaczy źle, niedbale), czy może dążyć do jakiegoś tam „profesjonalizmu”. Jeśli się chce wybrać tę drugą drogę, to szkoła jest chyba niezbędna… a granie w orkiestrze dętej bardzo przydatne.
Konkluzja (w końcu:)) – najlepiej grać tu i tu.Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Staram się za bardzo nie emocjonować postami, ale – z całym szacunkiem – Smurfik, co ty wypisujesz?!?!
Chłopak chce się na trąbie nauczyć grać a ty mu polecasz profów z najwyższej półki. Tylko po co?
Po pierwsze, raczej żaden z tych panów nie będzie prywatnie uczył początkującego trębacza. Już widzę Prof. Cecocho, który stoi na klientem i pokazuje mu jak wydobyć dźwięk… Jaasne
No dobra, jeśli już któryś z tych profów zgodziłby się, to chyba tylko za ekstra stawki. A w ogóle, to jak Piotr Wojtasik ma dawać komuś lekcje 2 razy w tygodniu (jak zapewne on nie ma czasu, żeby obiad w domu zjeść:)), a przecież właśnie regularnych i w miarę częstych lekcji potrzebujesz. No i pewnie w miejscu zamieszkania…
Smurfik, bardziej byś się koledze przydał, gdybyś podrzucił mu namiary na jakiś nauczycieli, którzy się bawią w prywatne lekcje, ewentualnie studentów AM z zacięciem do nauczania.
Kaki, ja to Ci polecam w ogóle szkołę muzyczną – na pewno Ci nie zaszkodzi :), a bez niej może być kiedyś ciężko. Masz się rozwijać jako instrumentalista, ale też jako kompletny muzyk – do tego szkoła się przydaje :).A co ma w ogóle do rzeczy firma ustnika to już za cholerę nie wiem. Jak ma 7C to 7C, czy to będzie Bach czy B&S – nie zrobi to mu żadnej różnicy.
Kaki, masz trąbę, masz ustnik – to już dużo. Idź do szkoły, pod żadnym pozorem nie przestawaj grać w orkiestrze dętej (tylko graj tam z głową, nie szarżuj i „angażuj” do gry w OSP to, co usłyszysz od nauczyciela). No i co najważniejsze (jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś) – skołuj sobie dzięsiątki płyt z wartościową muzyką.
Smurfik, może się czepiam, ale z takimi postami trzeba uważać, bo wprowadzają zamęt w głowach początkujących adeptów trąbkowej profesji.
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Zostawmy na razie Marsalisa i Paytona (który i tak jest świetny).
Już kiedyś znalazłem na Youtube filmik, który włączam sobie co jakiś czas, żeby się chyba tylko powkurzać :).Panie i Panowie, oto Pan Lee Morgan i najpiękniejsza piosenka świata, na ostudzenie emocji w innych tematach :).
http://www.youtube.com/watch?v=VDbrxLz20JY
Coś nieprawdopodobnego kurde! 🙂
U tego gościa nic nie można zmienić – każdy dźwięk warty 200 złotych! Cholera, tyle bym zapłacił, żeby kiedyś tak zagrać chociaż jedną nutkę :).Pozdrawiam!
PS
Nie spodziewajcie się żadnych fajerwerków, w nich zazwyczaj nie ma Muzyki, a tu jest jej od cholery :).
mactrCzłonekWitam!
No właśnie, stary grajek Ci powiedział…
Zasada nr1: „W takich sprawach nie słuchać starych grajków”:).
Nie zaczynaj od ustnika, skołuj sobie trąbę, znajdź dobrego nauczyciela.
Jeśli chcesz po prostu umieć coś tam zagrać, np. na urodzinach wujka i ot tak dla własnej przyjemności, to wystarczy Ci szkółka Lutaka :).
Jeśli chcesz umieć grać tak, żeby to sprawiało radochę większej publiczności, to nie ucz się na własną rękę. Najlepiej zapisz się do szkoły muzycznej. Zostaje Ci tylko szkoła, bo niestety, większość „specjalistów” pedagogicznych w orkiestrach dętych może Ci tylko zaszkodzić.< Żeby zapobiec linczowi na moim poście ze strony fanatycznych:) członków orkiestr dętych podkreślam - WIĘKSZOŚĆ specjalistów (tzn. nie wszyscy :)) :). >
Pozdrawiam!
PS
Co żeś się uczepił tak tej Stomvi :)?
To dobra firma – jak masz okazję kupić tę trąbę w konkurencyjnej cenie to bierz!
Szczerze mówiąc, przez najbliższy czas nie zauważysz różnicy pomiędzy Stomvi Zenith, Yamahą, czy głupim Schilke :).
Chodzi o to, żeby trąba nie była uszkodzona i nie deprymowała Cię tnącymi się tłokami albo nieruchomymi rurkami.mactrCzłonekWitam!
Nie jestem za bardzo kompetentny, żeby udzielać takich rad, ale na początek… proponuję całkowite odstawienie ustnika. W tej chwili może Ci on przynieść więcej szkody niż pożytku. Po prostu nie można zaczynać nauki od grania na samym ustniku. Nawet nie wiesz jakie grasz dźwięki – no dobra jeśli nawet próbujesz grać do klawisza, to to jest bez sensu, bo dźwięki, które wydobywasz to raczej nie są „dźwięki”. Poza tym, nieświadome granie na ustniku bardzo „fajnie” obciąża wargi, nawet nie będziesz wiedział, kiedy sobie je elegancko sforsujesz. Wtedy nie pograsz sobie już na trąbie przez jakiś czas…
Nie wiem, może dopuszczalne jest tam na początek jakieś bzykanie, ale w bardzo niewielkich ilościach, no i wg jakiejś sensownej metody. I tylko pod okiem nauczyciela!
Inna sprawa – nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie sobie „wkręcisz” złe nawyki („zadęciowe”) po głupim jednym miesiącu chodzenia po domu i bzyczenia co popadnie.Pozdrawiam!
PS
Co do instrumentu na początek i za rozsądna kasę – zawsze szkolne Bach-y, Yamaha od 2 do góry, może jakiś Getzen, Conn?
Jest na ten temat od cholery postów na forum – poszukaj! -
AutorWpisy




