Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
mactrCzłonek
Witam!
Z tego, co pamiętam to jest to chyba Miłosz Gawryłkiewicz, gra m.in w big-bandzie Tygmontu. Można go (było?) także usłyszeć w „Tańcu…
Słyszałem go kiedyś na żywo – bardzo dobry zawodnik, super brzmi na „fliglu”.Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Warsztaty – bardzo dobry pomysł.
Panie Sebastianie, mógłby Pan napisać, czy ma Pan już koncepcję na co ukierunkowane byłyby zajęcia. Ogólne sprawy warsztatowe, czy coś bardziej w stronę spraw typowo wykonawczych? Podłączyłby Pan warsztaty pod którąś z istniejących imprez, czy byłaby to typowo trąbkowa inicjatywa? Jeśli można dorzucić sugestię – pożyteczną sprawą byłby zajęcia (np. z żywą sekcją) z zakresu grania lead, zgrywania sekcji, artykulacji, zabawy barwą w różnych stylach, itd. Sądzę, że zainteresowanie byłoby duże (wśród „rozrywkowców”, ale i pewnie klasyków:)), bo to jedna z baaaardzo niewielu okazji do ugryzienia takich zagadnień.Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Dzięki za wszystkie rady! Marcin, dzięki (troszkę to skomplikowane, co mówisz :)), pokombinuje, zobaczymy…
Nie sądzę, żeby problem związany był z przegraniem (raczej się nie katuję), także kombinowanie z gardłem nie ma raczej tu wpływu (to raczej zbyt odległe sprawy, a zresztą na razie się w to nie bawię).
Te odczucia pojawiły mi się może ze 3 razy dopiero (nieregularnie), więc się za bardzo nie przejmuję :). Też może być tak, że sobie coś ubzdurałem :). W każdym razie nie odczuwam tego, jako zwykłego zmęczenia ust, to coś, jakby wrażenie „niedopasowanego” rantu. No nie wiem, rant w 1C jest raczej ok, a zresztą tego problemiku wcześniej na tym ustniku nie miałem.
Pożyjemy, zobaczymy…Pozdrawiam i dzięki!
mactrCzłonekWitam!
Chyba mniej więcej wiem na czym polega Twój problem.
Parę tygodni temu (pod wpływem kolejnych już „Stolarczykowych” warsztatów :)) sam postanowiłem się „otworzyć”.
Pomyślałem sobie: cholera nie działa to wszystko tak luźno, jak powinno :). Zacząłem kombinować, gdzie leży problem.
I rzeczywiście – gardziołko (nawiasem mówiąc, temat „zaciśniętego gardła zawsze wydawał mi się przereklamowany i naciągany).
No ale, byłem zmuszony „uwierzyć w ducha”:), bo kiedy zacząłem kombinować momentalnie „emisja” dźwięku zaczęła się zmieniać. Czy na lepsze? Nie wiem.
W moim przypadku to „otwarcie” pojawiało się w momencie, gdy idąc sobie do góry myślałem tylko: „dmuchać, jeszcze więcej dmuchać, coraz szybciej dmuchać”. Przestałem cokolwiek robić z wargami (żadnej zmiany pozycji), puściłem luźno mięśnie, ogólne wylajtowanie:). Przy dmuchaniu myślałem sobie, żeby w gardziołku zrobił się okrągły prześwit (kurna, wizualizacje chyba działają:)) i żeby gdzieś tam „pobrzmiewało” takie „ahhhhhh” (coś dokładnie takiego jak odgłosy z filmów kunfg-fu, serio:)).
Kurde i to naprawdę ze 2 dni działało :). Mogłem sobie jeździć po gamkach na luzie do es3, f3 (legato).
Wszystko pięknie, tylko… intonacja (zwłaszcza już przy dole) zjechała, dźwięk zrobił się naprawdę spory, ale jednocześnie chamski, jakby przesterowany (oczywiście zbyt duża ilość powietrza, zwłaszcza przy ataku). Jednak dźwiękami z okolic a2-es3 można było kroić szkło:), więc chyba sam sposób i „idea” były ok. Widocznie ciężko było zapanować nad tak dużą ilością „nieskrępowanego” powietrza.
Obecnie owy sposób już nie działa i znowu jestem ściśnięty:). Nie martwię się jednak za bardzo, bo wiem, że sposób na luz istnieje – trzeba tylko nad nim zapanować, wyrobić sobie odpowiednie odruchy i pamięć w mięśniach.
Moja rada dla Ciebie: nie mam za cholerę pojęcia, co Ci doradzić?!?!. Jeśli diagnoza jest dobra to masz problem, który w zasadzie nie jest problemem. Masz to, do czego inni muszą dążyć. Ty tylko musisz to jakby osłabić, zapanować nad tym.
Kurde, pewnie granie piano powinno pomóc. Tylko nie stosuj ćwiczeń, które będą eliminować Twój problem poprzez zwiększenie zacisku. Masz grać swobodnie, tak, jak grasz. Trzeba chyba tylko ograniczyć ilość powietrza przy poszczególnych dynamikach. Podejrzewam, że w tej chwili w czasie gry masz uczucie, jakbyś ładował w trąbę więcej powietrza niż ona może przyjąć (freeblow taki czy co?).Sorki, że się wbiłem w temat Panu Sebastianowi, ale to zagadnienie jest mi szczególnie bliskie, więc nie mogłem sobie odmówić:).
Pozdrawiam i jestem ciekaw opinii!
mactrCzłonekWitam!
A to dyskusja o Rubenie (którego wszyscy zgodnie nienawidzimy:)) nam powróciła.
Studencie, zgadzam się z Tobą i podpisuję się pod tym, co piszesz obiema rękami i jedną nogą (zwłaszcza, że Ty także się ze mną zgadzasz) 🙂 :).Jeśli chodzi o muzyczność gnojka:).
To, że trębaczem kosmicznym jest, nie podlega żadnej dyskusji.
Chodziło mi bardziej o niego jako samego muzyka, w oderwaniu od jego umiejętności i trąbienia w ogóle.
Chodzi mi o to, na ile (i czy w ogóle) chłopak zdaje sobie sprawę po co właściwie robi muzykę, dla kogo, czemu tak naprawdę powinna służyć jego biegłość techniczna itd.
Być może nie zawraca sobie głowy takimi rzeczami (to może i nawet dobrze) tylko po prostu gra, bo to sprawia mu radochę i tyle…
W zasadzie, w jego wypadku jedynym potencjalnym zagrożeniem jest to, że do końca życia będzie chciał być szybszy i szybszy i szybszy (co jest cholernie ważne, ale nie najważniejsze :)).Ale specjalnie się o niego nie martwię 🙂 – technikę już ma kosmiczną (co będzie za 10 lat – strach pomyśleć!), teraz tylko musi spotkać odpowiednich ludzi (z jego renomą to nie będzie trudne:)) i nie dać zrobić z siebie maszynki do robienia kasy itd.
Koleś to ewenement i trza mu kibicować. Jak się za bardzo nie będzie woził to może pozwolimy mu założyć konto na Brassie :).
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Do Trębacza.
Można odpowiedzieć tak: po co trzymać instrument przy wargach bez potrzeby?:)
1. Jeśli trzymasz ustnik na wargach nie pozwalasz im w pełni się zrelaksować (oczywiście nie chodzi o pauzy ćwierćnutowe, półnutowe :)).
2. Całkowicie bez sensu jest już trzymanie warg „w ustniku” w pozycji do zadęcia, zwłaszcza kiedy mamy np 8 taktów wolnych w largo 🙂 (a niektórzy tak mają).
3. Ok, jeśli już nawet nie ustnik nie ma żadnego kontaktu z wargami, ale trąbą jest ciągle podniesiona w gotowości to to także jest niepotrzebne, bowiem trzymanie trąby w górze zawsze męczy ramię (nawet u największego pakera:)), a to wytwarza zbędne napięcia (nawiązując go guru bezwysiłkowego grania – Prof. Stolarczyka:)). Po co powodować wysiłek? Zwłaszcza wtedy, kiedy nie ma muzyki?.Ostatnio próbuję pozbywać się trąby z rąk kiedy mam wolne w nutkach. Nie przebiera się bez potrzeby tłokami, nie wylewa się śluzu po 10 razy. Przychodzi moment gry, strzał! i trąba znowu na stojak czy na kolanka.
Cholera, niby mało istotny temat a już musiałem pierdyknąć ze 20 linii tekstu :). Panie Adminie, limituj mi Pan miejsce na posta! 🙂
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Hehe, nie jestem żadnym znawcą (no chyba, że pisałeś z ironią, wtedy się z Tobą zgodzę :)).
Trochę już odjechaliśmy od tematu, ale przemęczenie to też ciekawa sprawa. Jestem szczególnie ciekaw jak może wyglądać (brzmieć) gra po np. miesiącu przerwy. Prof. Stolarczyk kiedyś gdzieś powiedział, że choćby dzień bez instrumentu nie wchodzi w grę (w ostateczności można się ratować ustnikiem) – dla dęciaka nie ma świąt, itd.
Z kolei parę dni temu pewien zawodowy waltornista (także świetny pedagog) powiedział kolegom i mnie, że może nie grać 2 tygodnie, później bierze kwokę i wszystko jest ok, ponieważ o tym czy możesz grać, czy nie decyduje powietrze. Hmm, zastanawiające…
To co? Trąby na tydzień do futerałów i jedziemy z ćwiczonkami oddechowymi? 🙂Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
A to się temat trafił! Od wczorajszego wieczora moja kondycja praktycznie nie istnieje :). Po sobotnim „koncertowym” – dość forsownym dzionku, wczoraj miałem jeszcze 4-godzinną średnio intensywną próbkę, która już kompletnie rozwaliła mi wargi. Dzisiaj więc dzień bez instrumentu, może nawet dwa (cholera, pierwszy od niepamiętnych czasów :)).
Anyway, konkluzja jest taka – ile czasu męczyłeś wargi, tyle czasu poświęć na regenerację :).No i przede wszystkim nie robić następujących rzeczy, które po prostu niepotrzebnie męczą (sam nie mogę często się powstrzymać… :)):
– nie napieprzać w trąbe kiedy nie trzeba
– nie „przerabiać” aranżacji na „oktawę wyżej”:)
– nie próbować „grać” transkrypcji z Sandovala 🙂
– nie „rozgrywać” się po zagraniu 2-godzinnej próby
– nie trzymać instrumentu przy gębie w czasie pauz
– nie grać sobie w domu na tubie jeśli ma się jeszcze zamiar ćwiczyć w ten dzień na trąbie 🙂
– nie przeznaczać na jedną wprawkę/ćwiczenie więcej niż 3-4 minuty
– nie ćwiczyć Caruso, jeśli nie można tego robić regularnie
– nie grać na wargach przed koncertem 🙂To takie spostrzeżenia na bieżąco :).
Zauważyłem jeszcze, że gdyby tak nauczyć się jeszcze grać w całej „normalnej” skali bez małego palca w haku, to problem zmęczonych warg można by w dużej części wyeliminować. Tylko niech ktoś pokaże mi cwaniaka, który po kilkunastu latach z instrumentem i paluchem w haku może od razu się przestawić, jednocześnie nie trącąc nic ze skali i intonacji :).Pozdrawiam!
-
AutorWpisy




