Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
mactrCzłonek
Witam!
Luudi, co się tak przyczepiłeś chłopaka?
Walnąłeś mu wywód niczym z „Pogadanek o muzyce”:), a on i tak Cię zagiął 3. punktem swojej riposty :).
Niech komponuje, jak po prostu czuje (ach, te rymy:)). Widać, że ma talent w tym kierunku – niech się w to zwyczajnie bawi, a na całą tę teorię przyjdzie jeszcze pora.
To nie trąbka, tutaj sobie nic nie spieprzy intuicyjnym „treningiem”. Za jakiś czas połknie te wszystkie księgi, spotka odpowiednich ludzi i wtedy sobie pewne sprawy wyprostuje, pogłębi itd.
I po jaką cholerę ma tę „formę” określać w ogóle? Jak już wszystko napiszę, tak jak chciał, to wtedy dobierze sobie jakieś określenie formy. Nie uważasz, że to trochę durne (zwłaszcza, że nie żyjemy w XVIII albo XIX wieku) ograniczać sobie myślenie nad muzyką głupią formą? Powiedzenie sobie na starcie, np. „To będzie sonata” nie służy muzyce…Zresztą, co ma forma do tego wszystkiego?!?! Najważniejsze, że jest tam porządek i motyw, wokół którego wszystko się kręci.
Jest cacy, bo jest treść – formę może sobie później zmieniać i wywalać do góry nogami.Pozdrawiam i powodzenia życzę!
PS
Luudi, z jakiej stronki „wyciąłeś” te pierdoły o uwerturze 🙂 :)?PS#2
Smurf, czekamy na więcej :)!
(może coś szybszego?:))mactrCzłonekWitam!
Andrew, co to masz z ty hip-hopem?:)
Może ktoś tu lubi taką muzykę… 🙂Rzeczywiście, Dream Theater nie ma konkurencji w swojej kategorii. Gdyby tak wywalić wokalistę byłby to najlepszy zespół fusion w historii. 🙂
Tym, którzy jeszcze nie znają tej grupy – polecam.
Precyzja, jakiej nie osiągnięto dotychczas w klasyce :). Czad, jaki osiąga niewiele zespołów jazzowych :). A to wszystko dzięki temu, że to prawdziwi wirtuozi swoich instrumentów (Berklee, Julliard!) i prawdziwe osobowości sceniczne.
Do tak powalających rezultatów doszli spędzając razem setki godzin na próbach. Wielki podziw dla tych panów!!!Polecam zwłaszcza tym, którym rock wydaje się obcy.
Odsyłam do eMule, gdzie np. można znaleźć niesamowity ich koncert „Metropolis. Scenes from New York”.Ale teraz pora na Clifforda Browna (full discography:)) i Maurice’a Andre (The Trumpet Shall Sound?) – doskonałe połączenie :).
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
A tutaj Canadiansi sklonowani:
Niby nic wielkiego, ale jak stroją cholera! I do tego super-wyrównane brzmienie.
Nienawidzę ich… 🙂
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Smurfik, mam pytanie: jak długo grasz na trąbie?
Absolutnie się Ciebie nie czepiam i nie mówię, że grasz krótko ( w ogóle nie kieruję tego posta do Ciebie :)) itd, ale twierdzę ogólnie:Kurde, odradzałbym granie Caruso osobom, które nie mają optymalnej lekkości gry na trąbie w ogóle. Tzn. nie są na etapie swobodnego grania w normalnym rejestrze itd. Pomimo tego, że ćwiczonka te w ogóle nie męczą samych warg (mięśnie wokół, o tak!), to nieumiejętne ich stosowanie może „troszkę” forsować. Chodzi o to, że jeśli niewystarczająco zna się swój organizm, to można nie wiedzieć, kiedy odpuścić. Ćwiczonka są zwodniczo lekkie (stosunkowo:)), ale po czasie rezultaty ich nieodpowiedniego stosowania mogą być nieciekawe.
Jak sam autor stwierdza mniej więcej – są to ćwiczenia typowo „siłowe” (nie to, że gra się je na siłę, tylko że odpowiadają za siłowe aspekty gry na trąbie:)), więc myślę tak: by je grać potrzebna jest wcześniejsza zaprawa w postaci zwykłego kilkuletniego grania i ogólnie już dość dobra kondycja. Odradzam zdecydowanie początkującym.
Poza tym, nie są to jakieś magiczne ćwiczonka, które spowodują, że po miesiącu będzie się śmigało długo, głośno i wysoko.I oczywiście nie twierdzę, że ja to jestem jakiś strasznie doświadczony, mądry i takie tam pierdoły :), ale wydaje mi się, że po tych już kilkunastu latach z trąbą te ćwiczonka z wielu względów nie powinny mi zaszkodzić. Co najwyżej wyłączą mnie z gry na parę dni :).
Życzę powodzenia i apeluję o rozwagę :)!
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Rzeczywiście, 1C rządzi – najlepszy ustnik dla każdego trębacza 🙂 (oczywiście to żart).
Nawiasem mówiąc, zastanowiła mnie opinia Michasia: „Dla zawodowców polecam Bacha 2c i 1c”.
A dlaczego akurat te dwa rozmiary i firma :)? Na np. Schilke piętnastce zawodowiec nie może grać.
A może to początkujący nie dadzą rady na 1C i 2C?
No więc oświadczam Ci Michale, że każdy może grać na rozmiarze (i firmie) jakie mu po prostu pasują. Wprawdzie istnieje teoria, żeby absolutnie początkujący nie ćwiczyli na zbyt dużych ustnikach, ale na dobrą sprawę tezę tę obali pierwszy lepszy uczeń z „większymi” wargami, który po prostu nie będzie mógł ich zmieścić w 7C.
Od innej strony: jest wielu zawodowych trębaczy, którzy śmigają na 7C, który jest nie wiadomo dlaczego uważany za ustnik dla początkujących.
To wszystko subiektywna sprawa, a i nie ma rozmiarów (i firm zresztą też) dla zawodowców.Odnosząc się do wypowiedzi Roberta.
Mi po przesiadce z 7C na 1C (po drodze była też kiedyś Yamaszka i coś tam jeszcze :)) automatycznie dół „poszedł w dół” :), dźwięk rzeczywiście się troszkę powiększył. Być może to tylko siła autosugestii… 🙂
Faktem jednak jest, że przy „jedynce” zniwelowałem sobie nawyk rozciągania warg po przyłożeniu ustnika. Wargi mam „normalne” (chyba:)), ale może potrzebowałem większego otworu pomiędzy nimi, a 7C nie pozwalał na granie z takim ułożeniem.Mimo, że to całkowicie subiektywna sprawa każdego, to polecam ten rozmiar – choćby do spróbowania, na paręnaście dni. Może komuś też coś tam zmieni na lepsze. Dla mnie ustnik bardzo wygodny, skala nie uciekła, chociaż już kombinuję, żeby skołować sobie 2 inne rozmiary i popróbować co nieco :).
Może będzie jeszcze lepiej? 🙂Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Jeśli chodzi o wykształcenie akademickie, to nikt się tutaj nie upiera, że jest ono wyznacznikiem dobrego muzykowania – pojawiło się ono w dyskusji, ponieważ zaczęliśmy gadać o zapleczu edukacyjnym w Polsce.
Chyba nie masz racji pisząc, że ludzie po akademii grają podobnie, bo za dużo myślą o technice a za mało o muzie. Akademia nic do tego nie ma, a umiejętności nigdy za wiele. Pragnę Cię powiadomić, że jak najlepsza technika nigdy nie zaszkodzi, bo poprzez nią możesz powiedzieć więcej i więcej na instrumencie, no i przecież chodzi też o to, żeby ograniczenia własnego organizmu + fizyka jak najmniej przeszkadzały w robieniu muzyki.
Dalej, co tu do tego wszystkiego mają muzycy wymienieni przez Ciebie? Zmieniasz ciągle wątki, wplatasz nazwiska…
U klasyka po paru taktach słychać sztuczność w jazzie? Co to w ogóle za myślenie? Co to ma do rzeczy jaką akademię skończył? Jest coś takiego, jak sztuczność w muzyce w ogóle? Owszem, można grać z większym lub mniejszym smakiem, mniej lub bardziej stylowo lub po prostu umieć albo nie umieć grać. Ale nie wiem o co biega z tą sztucznością…
Znajomość harmonii to absolutna podstawa improwizacji (nikt jednak nie twierdzi, że do grania jazzu niezbędna jest akademia).
Co z tego, że zagrasz trzy piękne „strojące” nuty, jeśli nie wiesz, skąd wynika to, że one się podobają. Zresztą, dobrze jest umieć zagrać serie 30 (odpowiednich!) nutek. W razie potrzeby możesz tę ilość zredukować – gorzej jeśli umiesz tylko 3, a potrzebujesz przypadkiem więcej.
I znowu muszę Cię zmartwić – telewizja jest wyznacznikiem umiejętności i jakości (choć oczywiście nie musi być celem muzyka). Widziałeś kiedyś w telewizji słabych (jeśli chodzi o umiejętności, warsztat) muzyków? Cały czas oczywiście mówimy o sidemanach, członkach orkiestr itd., a nie o pop pseudo-gwiazdach jednego sezonu i ich często tragicznych bandach, które ratuje tylko ściana dźwięku z kilkunastu tysięcy wat na stronę. Jeśli mówisz o tych drugich, to trochę nie zrozumiałeś, o czym tu gadamy. Powtarzam: mówimy tutaj o sytuacji muzyków zawodowych, a nie o kondycji pop-rynku w Polsce. To w ogóle niepokrewne zagadnienie.
No i wiadomo, że muzycy sesyjni nie muszą być jakimiś indywidualnościami artystycznymi itd. – ale chyba nikt nie powie, że to słabi muzycy. To zazwyczaj najbardziej sprawni technicznie i stylistycznie elastyczni muzycy, którzy włożyli kupę roboty w swój rozwój.
Po co w ogóle wkładać Coltrane’a i resztę do jednej michy z rynkiem muzyków zawodowych w Polsce? To się w ogóle w żadnym miejscu nie „styka” (ale to już inna bajka).
Jeszcze raz: my tu nie gadamy o niczyich gustach i o „muzykach” z gazetki „Bravo”. Gadamy o konkretnej sytuacji na naszym rynku.
Trochę się pokręciłem, ale późno już… 🙂Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Widziałem już kiedyś „to coś” na Allegro (ale chyba w wydaniu na sax) i szczerze mówiąc jestem sceptycznie nastawiony do takich wynalazków. Chociaż, z drugiej strony – jeśli takie coś ma ułatwić edukację w jakimś kierunku, to może – czemu nie?
Ze swojej strony polecam zeszyty, które wychodzą spod ręki pana, który się zwie Jamey Aebersold. Sądze, że niejeden muzyk parający się improwizacją wychował się na jego wydawnictwach.
Chyba dyskutowaliśmy już o tym kiedyś na Brassie. Poszperaj w archiwach.
Potajemnie powiem, że jest tego trochę na np. eMule :).Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Jazzik, na tajm akurat nie narzekam :).
Nie wiem zupełnie o co chodzi Wam z tym faciem z linka.
Przed kamerą wycelowaną we mnie lepiej bym raczej nie zagrał :). Może i ten trębacz ma momentami dziwną artykulację, nienaturalną barwę i gra w kółko to samo (i zmienia rury jeszcze, łał), ale nie ma w tym nic strasznego. Poza tym, to wszystko wygląda mi na jakiś konkurs talentów albo imprezę charytatywną, na której zagrali przypadkowi ludzie, więc nie widzę problemu…Ładny utwór, co :)?
Pozdrawiam!
PS
Już dajmy lepiej spokój jakiemuś zestresowanemu faciowi i trochę ponarzekajmy 🙂 -
AutorWpisy




