Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
mactrCzłonek
Witam!
Ktoś już o tym wspominał:
Caaaaaały czas dmuuuuuchać równomiernie i jakby „ciagnąć” strumień powietrza do przodu (nie wiem jak to określić:)) – prawidłowa praca jęzora przyjdzie w końcu sama. Pózniej jeszcze tylko „trochę” roboty przy zsynchronizowaniu z paluchami (WOLNE TEMPA!!!) i po paru latach 🙂 będzie cacy triple.No i chyba wygodniej jest myśleć „da-da-ga, da-da-ga…” – przy tej wymowie język pracuje ogólnie płynniej i nie „hamuje” tak bardzo strumienia powietrza.
Fajnie jest także pokombinować z artykulacją: „ga-ga-da, da-ga-ga…”… a nawet „ga-ga-ga” (trudne, ale przynosi efekty).
Pozdrawiam i idę poćwiczyć te potrójne troszki, bo coś ostatnio…!
mactrCzłonekNo… niezłe, niezłe… (takie życiowe w sumie :))
Kurde, a ja myślałem, że to przede wszystkim klasyczni ćwiczą, a jazzowi tylko skale ogrywają 😀
mactrCzłonekWitam!
Jeszcze coś odnośnie Hummla.
Chyba trudno sobie to wyobrazić, ale grałem I część tego koncertu na dyplomie w PIERWSZYM stopniu. Po prostu miałem nauczyciela z wieeeelkim przerostem chorej ambicji. Oczywiście nie było w tym za grosz muzyki, a o technice to juz chyba nie wspomnę (chociaż może..). Wprawdzie miałem za sobą już 6 lat gry, ale o nie miałem absolutnie żadnej świadomości, co w ogóle gram. Dostałem oczywiście szóstkę, nauczyciel z rogalem od ucha do ucha powtarzał jaki to ja jestem genialny wirtuoz i w ogóle ogólne święto, a ja się tylko cieszyłem, że kończę szkołę, bo albo by zrobił ze mnie drugiego Nakariakova, albo by mnie zarżnął Haydnem (to w jego planach też miałem grać – w całości!).
Ktoś chyba nagrywał ten mój egzamin, więc może zdobędę tą pamiatkę z utrwalonym zarzynaniem świni i średnio chętnie się tym z Wami podzielę :).Pozdrawiam
p.s
Jak sobie czasami teraz pusczam ten koncert (wersja: Marsalis), ew. gram, to dopiero zdaję sobie sprawę ile przez głupotę można popełnić błędów młodości… 😀 (refleksja taka) 😀mactrCzłonek…wybaczam wam, moje dzieci 😀
Ja bym tam napisał pracę na temat: „Monelowe tłoki – ich wpływ na kształtowanie atonalnych kadencji w wolnej częsci Koncertu Es-Dur na trąbkę Haydna, a użycie przesterowanych dźwięków pedałowych w „Marzeniu” Schumanna”.
EEE, średnio śmieszne
🙁Pozdrawiam i ma mi być tu spokój 😀
mactrCzłonekPrzestańcie się kłócić o pierdoły!!!!!!!!
To mój temat 😀 i nie życie sobie tu kłótni!!!!!! 😀
Lepiej doradzajcie na temat trąbek, a nie jak dzieci… 🙂
pa pa
mactrCzłonekCześć!
Byłem na tych warsztatach (2001, 2002) i mam wrażenia jak najbardziej pozytywne.
Nie wiem jak w innych sekcjach, ale pomiędzy trąbami nie było absolutnie żadnej rywalizacji, a i studenci zachowywali się bardzo „przystępnie” :). Można było sobie pograć w kwartecikach, kwintecikach, wypić z każdym piwko, pogadać, popykać w kuleczki (POOOOL, YEAH!!!:)). Ale co najważniejsze – można było się naprawdę dużo nauczyć. Jedź bez obaw – nawet jeśli do końca nie jesteś pewny swoich umiejętności, nie bój się pytać i przychodź na każde zajęcia w grupach (chyba dają nawet więcej niż zajęcia indywidualne). Chłoń wszystko z otaczającej przestrzeni i zapisuj w głowie (z zajęć najlepiej robić notatki:)). Jedynym słabszym punktem była ogólna organizacja (zmiany w planie zajęć, czasami brak pomieszczeń), ale i tak za bardzo nie przeszkadzało to we wzmożonej edukacji. POLECAM!!!specjalne pozdro dla Adama (ach! czeskie zakupy:))
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam
Stanowczo nie zgadzam się z mkrolem!!!
Rozgrywanie czegokolwiek (a w szczególności dołów) w dynamice forte nie jest dobrą metodą. Nie można tego ćwiczyć szczególnie głośno, bo to prowadzi tylko do niepotrzebnego zmęczenia i niewłasciwej intonacji w tym rejestrze. Ja bym raczej doradzał zwykłe „mf” z nastawieniem na ciągłe, równomierne dmuchanie. Należy pamiętać o rozluznieniu warg (jednak nie nalezy „rozwalać” ich układu) i prowadzeniu ciągłego strumienia powietrza (trzeba pamiętać, że doły wcale nie potrzebują mniej „wiatru” w porównaniu do np. g1).
Problem kolegi może tkwi w tym, że myśli „niżej – mniej powietrza”.
A może za bardzo rozwiera wargi – stąd to powietrze w dźwięku.
W każdym razie – „świetny dół na ustniku = dobry dół na trąbię”.Pozdrawiam
mactrCzłonekCześć!
W zasadzie – nic dodać nic ująć. Dość ważna różnica polega na zastosowaniu.
Ze względu na swoje ostre i bardziej kanciaste brzmienie shake generalnie zarezerwowany jest dla jazzu, natomiast tryle wargowe z powodzeniem można stosować także w klasyce (np. tam, gdzie paluchami niewygodnie).
Kolega przesadził raz z shakem i poobijał sobie wary :). Chodzi o to, żeby nie machać za mocno (tak też można nabawić się kontuzji :)), a trzęsąca się trąba nie przerywała strumienia powietrza. Wydaje mi się, że o ile w trylu wargowym można namierzyć wysokość „zaczepianego” dźwięku, to przy shake’ u trudniej jest coś zdziałać z intonacją (ale to głupoty:)).
A jeśli chodzi o tryle wargowe – angażować mniej warg, a więcej języka i ciagle mysleć taiii-jaiii.. (czy jakoś tak – wiadomo o co chodzi :)). No i oczywiście cały czas dmuchać :).Nie wymądrzam się więcej, bo mój tryl nie jest zbyt dobry (czyt. ciągle za wolny), więc idę ćwiczyć… 🙂
Pozdrawiam
p.s
Co to znaczy: „dość mocno potrząsam lekko trąbom”?
No to mocno, czy lekko? 😀 😀 -
AutorWpisy




