Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
mactrCzłonek
Cześć!
W „Bezwietrznym dniu” to lepszy już jest ten gliss, bo „czyste” legato
to wychodzi dwóm na dziesięciu grających 😀Pozdrawiam!
mactrCzłonekCześć!
Heh, no wiesz – dla mnie jest to cholernie trudne, bo nie ćwiczę tego, a czasami muszę stosować :).
W sumie nigdzie nie spotkałem się z teoretycznymi wiadomościami, które by jednoznacznie określały jak się wykonuje glissy, więc dorabiam swoje własne teorie :). Po prostu, jak się postaram, to najlepiej mi gliss wychodzi przy pomocy takich kombinacji, jakie opisałem. Bardzo możliwe, że niektórzy nie muszą w ogóle zmieniać krycia, i wychodzą im glissy przez 3 oktawy. Ale ja lubię kombinować, hehe…Pozdrawiam!
mactrCzłonekCześć!
No tak, w szkole Cię nie nauczyli, bo szkoła nie uczy rzeczy własciwych muzyce rozrywkowej (odnosi się to także do harmonii, zasad muzyki) – spoko, nie jesteś sama :).
Ten gliss to jest jakby przedęcie (w każdym razie musisz w to włozyć trochę więcej powietrza), ale na tłokach wcisniętych do połowy.
I teraz:
1. Możesz sobie sprawę trochę ułatwić (ja tak robię:)), czyli wciskasz do połowy wszystkie tłoki i na tym „ciagniesz” do dźwięku docelowego. Gliss nie „przebiega” wtedy zbyt płynnie (chociaż pewnie i z tym można sobie jakoś poradzić)2. Można też w czasie (zwłaszcza długiego glissu) zmieniać te „połowiczne” krycie – dla mnie jest to niewykonalne (po prostu nie ćwiczę tego), a i trzeba trochę pokombinować, które krycie na jakiej wysokości itd. Wtedy wszystko przebiega płynnie i nie słychać tego „wskakiwania” dźwieków.
Pozdrawiam!
mactrCzłonekCześć!
Ciekawe interpretacje „wgniatania tłoków” :).
Koledze zapewne chodziło o to, żeby tłoki były wciskane po prostu jak najszybciej (w tym wypadku palce powinny „atakować” tłoki z pewnej wysokości). Niektórzy grają z palcami ciągle uniesionymi (oczywiście na niewielką wysokość, ale jednak) i to powoduje, że słup powietrza jest zwyczajnie szybciej „przecinany”. To nawet dobrze słychać przy legatach w małych odległościach. Ja gram z paluchami „spoczywającymi” i przyznaję, że warto byłoby je trochę unieść (są wtedy szybsze, a i zmiany dźwięku są jakby bardziej czytelne i ostre).
Pozdrawiam!
mactrCzłonekCześć!
Hehe, no właśnie oglądałem go w TV te trzy razy (nie miałem jak nagrać, a kolegów to mam przybitych:)) i na kompie też już tyle samo:). Ja tych napisów nie potrzebuję (w filmie „prosto” gadają i mój angielski jakoś to ogarnia:)), ale muszę pożyczyć go paru osobom, które są trochę bardziej tępe :-D, więc oryginalne DVD na nic się zda, a VHS jest pewnie miernej jakości.
W każdym razie dzięki 🙂
Jeszcze będę szukał
(albo będę musiał sam zrobic te cholerne napisy:))Pozdrawiam!
Aha, jakby ktoś chciał ten film… to jest na Emulu 🙂 – dwupłytowa wersja (rewelacyjny RipDVD).
mactrCzłonekCześć!
Gram z Aebersoldów i muszę powiedzieć, że jest to ciekawa sprawa.
Nie chodzi tu o jednak „Ear training”, ale o zeszyty zatytułowane „Play-A-long”. Do tej chwili ukazało się ich już sto kilkadziesiąt – w każdym znajdziesz kilkanaście kawałków, a do tego podkłady w wykonaniu często najlepszych światowych sekcji. Każdy zeszyt poświęcony jest innej ikonie jazzu, zespołowi albo też róznym zagadnieniom, jak blues, kadencje itd. Zależy jak i w co trafisz, ale wydaje mi się, że każdy zeszyt, oprócz utwórów (skal) podanych w „C”, zawiera także transpozycje do Es, B, i czegos tam jeszcze… (te, które ja mam są w każdym razie transponowane).
Wydawnictwo jest chyba praktycznie nie do kupienia w polskich sklepach (nie wiem jak z zamawianiem), ale od czego jest Emule 🙂 – tam jest tego od cholery (także z podkładami w mp3).
Polecam i pozdrawiam!
mactrCzłonekCześć!
Dźwięki pedałowe zaczynają się poniżej „normalnej” skali B trąby, czyli od f (małego) w dół:) (kurczę, tylko nikt nie wie jak nisko można dojechać). Palcowanie jest zasadniczo takie same jak w oktawie razkreślnej, tak naprawdę każdy DP można pewnie na uparciucha zagrać na dowolnym kryciu, ale jak się uczepiłem „fachowej” aplikatury, to chce to c zagrać pusto i już :).
Jednak nie mogę i tu tkwi problem :(. W kazdym razie na ustniku i wargach schodzę do As (wielkiego), więc chyba przeszkadza mi instrument :).
Czekam na rady (tylko nie piszcie „ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć” :))Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Z tym rozluźnieniem się przed koncertem to jest dość różnie. Jestem nawet skłonny twierdzić, że zbytnie łapanie luzu jest niezbyt korzystne. Tu nawet nie chodzi o eliminację stresu, ale o spokojne przemyslenie tego, co chce dokładnie „muzycznie” przedstawić. Miałem kiedyś tak, że przed wyjściem na solówkę troszkę się rozgadałem i na już na początku zola zacząłem strasznie pier..:). Po prostu wary miałem cholernie luźne, paluchy grały jakieś głupoty, a ja nie mogłem tego opanować. I nie było w tym absolutnie winy żadnego stresu – zwyczajny brak skupienia.
To tyle tej mało pasjopnującej anegdotki, w każdym razie przed występem warto sie gdzieś zaszyć i zwyczajnie sie zastanowić nad
muzyką.Oczywście, to nie jest recepta dla wszystkich – „Różni ludzie, różne potrzeby…”:). Na niektórych pewnie lepiej działa śmiech przed graniem – też dobrze…
Pozdrawiam!
-
AutorWpisy




