Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
mactrCzłonek
Hej!
To rzeczywiście ten kawałek (faktycznie, teraz sobie przypomniałem tytuł – „Indiańskie lato”). Wprawdzie jakoś „potężniej” brzmiał on w mojej pamięci, ale i tak jest fajny ;). Może jest jeszcze jakaś inna wersja :)?. Muszę to sprawdzić… 🙂
Wielkie dzięki!
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Powiem tak: pieprzyć takie granie! Ten koleś odegrał wersję Maynarda nutka w nutkę, to samo zrobił Arturo i pewnie inni wyścigowcy będą to dalej kopiować. Fajnie, że jest wysoko i szybko, ale… gdzie tu muzyka? Oczywiście chciałbym posiadać takie umiejętności (zawsze się mogą przydać i sprzedać), ale nie dajmy się zwariować – wysoko nie znaczy ” z artyzmem”. U większości wymiataczy powyżej g3 kończy się muzyka, a zaczyna wyścig z samym sobą (pomijam big bandy i kilkanaście przepięknych stratosferycznych wykonań).
Strasznie lubię np. takiego Sandovala i jestem pełen podziwu i szacunku dla pracy, która włożył w to, żeby dojść do takiego poziomu, ale za to, co robi z niektórymi kawałkami zasługuje facet na sznurek właśnie :).
Druga sprawa – nie ma się co łamać, takie góry (z takim „luzem”) pociskają tylko wybrańcy. Nie pomogą płytkie ustniki i godziny rycia. Większość z nas nigdy nie zagra tak wysoko i dobrze – unikniemy w ten sposób konkursów „kto wyżej i szybciej”. Muzyka to nie jest sport jakiś, cholera jasna… :).Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Ja byłem w Puławach – daje imprezie 4- (pomijając moją nie najlepszą tam jazzową formę:))
Szczegóły – 5291276 (21-22:))
W tym roku zaatakuję Chodzież, a co! Może nie wykopią mnie po 2 dniach… 🙂
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Koledzy dęciści,
nie wiem, kurna o co wam znowu biega. Może rzeczywiście chłopak po tak krótkim okresie nauki wymiata. Zostaje tylko pogratulować mu i samemu brać się ostro do roboty. Nakariakov po 3 latach nauki nagrał niesamowicie „muzyczną” płytę, więc może u nas też objawił się talent…
Pozdrawiam!
mactrCzłonekCześć!
Polecam „Coda Finale” (nie wiem jaka jest najnowsza wersja).
Profesjonalny program, a zarazem dość wygodny i prosty w obsłudze.
Jest jeszcze Sibelius i Note Worthy Composer!
Jeśli chcesz się pobawić w komponowanie przy pomocy nutek, to polecam „Cakewalk„. Pozdrawiam!
mactrCzłonekA może chodzi o obręcz 🙂 (ring, o-ring – głupia nazwa)???
mactrCzłonekCześć!
Dzięki za info!
Odnosząc się do wypowiedzi Radekssa:
Hmm, na warsztatach już bywałem.
Zespół też mam – nawet 2 (sęk w tym, że nie gramy łatwych standardów, ale np. porąbanego Scofielda 🙂 – nawet gram z tym składem dżoby, więc stąd potrzeba gwałtownego dokształacania się (nie chce kiedys nie dostać kasy za granie, bo solówka była do bani i bez sensu, a koledzy to naprawdę nieźli wymiatacze i muszę kiedyś do nich w końcu wyrównać :))
Z panem Aebersoldem już się dobrze poznałem :).
Słucham i analizuję 24/h – mam już nawet sprzęt w kibelku :).
A Piotra Barona nie lubię :)…Kurczę, według mnie do improwizowania trzeba mieć talent – w innym wypadku solówka (nawet ta bardzo „poprawna”) będzie kopią czegoś, co już wiele razy było.
Z drugiej strony, odnosząc się do wypowiedzi Jazzika jednocześnie twierdzę, że dobra improwizacja to też kwestia teoretycznego wyuczenia się. Talent do improwizacji musi być wsparty solidnymi podstawami teoretycznymi – inaczej jest dużo szybkiego przebierania palcami i pustej efektowności, a mało sensu… wiem coś o tym :).
W każdym razie bycie jazzującym muzykiem (jazzmanem raczej nigdy nie ośmielę się nazwać :)) to nie jest łatwy kawałek chleba, niestety najpierw musi być zrobiony warsztat – tak jak w klasyce .
mactrCzłonekCześć!
Huhu, dobre pytanie – chyba trzeba przede wszystkim mieć do tego zacięcie, a tak poważnie:
1. Harmonia – nie chodzi o znajomość debilnych regułek z II stopnia, nią po prostu trzeba się interesować. Także harmonia „nieklasyczna” – niestety to, czego się dowiadujemy w szkolę na nic się nie zdaje w rozrywce.
2. „Wytrenowany” słuch muzyczny – to nic, że ma się piątkę na dyplomie – to raczej nic nie znaczy. Tym też po prostu trzeba żyć.
3. Fortepian na porządnym poziomie.
4. Rozeznanie w instrumentacji, orkiestracji, partyturach, ble ble ble…
5. Najlepiej mieć swój jakiś (chociaż drobny) dorobek kompozytorski
Nie wiem czego oni tam jeszcze wymagają, ale z tego co się orientuję, „sensowni” kandydaci na kompozycję (np. w Wa-wie) to niezłe mózgi.
Pozdrawiam
PS
Ale oczywiście kompozycja jest także dla jak najbardziej zwykłych ludzi, więc nie ma się co bać…:)PS nr2
Jednak na dzień dobry trzeba już sporo umieć (Polska to jednak wysoki poziom – tutaj nie bierze się na studia muzyczne zielonych ludzi :)) -
AutorWpisy




