Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
mactrCzłonek
Cześć!
Trudna sprawa, ale rada prosta:
Koniecznie rozpocznij inne studia!!! Po maturze jesteś już starym koniem :), a sama matura teraz nic nie znaczy. Znam masę kolegów, którzy „odczekiwali” po maturze 2, 3 lata do egzaminów na AM, nie kontynuując „pozamuzycznej” nauki… przeważnie ostro się przejechali się na tym – po prostu mieli już po dwadzieścia kilka lat, a okazało się, że żadna akademia wcale się o nich nie zabija. Nie twierdzę, że Ty się nie dostaniesz, ale różnie bywa, a po dwóch latach zostać na lodzie tylko z podwójnym średnim? Nieciekawie… Poza tym wszystko się może zdarzyć: awaria zdrowotna, sprawy osobiste (odpukać), a ty masz tylko maturę i żadnych innych perspektyw. Do bani. Sam w czasie nauki w średniej muzycznej zacząłem inne studia i teraz mam dyplom II stopnia, a za parę miesięcy magistra (nie chwaląc się :), no i fakt, że u mnie nauka w normalnych szkołach poukładała się trochę inaczej). Jednak mam 21 latek i jeśli akademia itd. mi nie wypali, to zawsze pozostaje coś w rodzaju rezerwy (ów magister).
Chodzi o to, żeby nie stawiać wszystkiego na jedną kartę, zwłaszcza jeśli jest się „dorosłym” człowiekiem – różnie się może wszystko poukładać.
No, chyba że czujesz się na trąbie pewnie do tego stopnia i wiesz, że bez dyplomów itd. zawsze sobie poradzisz… wielu się jednak na takiej pewności siebie bardzo przejechało.Inna sprawa: „dyplom II stopnia w dwa lata” – jeśli nawet prawnie jest to możliwe (nie sądzę), to nie polecam. Szkoła średnia to taki ciekawy etap, na którym stopniowo dojrzewasz do robienia muzy etc. Takie akcje typu „robienie trzech lat w rok” naprawdę mnie śmieszą, bo tak naprawdę im dłużej „siedzisz” w drugim stopniu, tym lepiej dla ciebie. No, chyba że ktoś wymiata, jest świetnym muzykiem, geniuszem i tylko na coś potrzebuje tego papierka – to rozumiem.
Jeszcze inna sprawa: pamiętaj, że teraz akademie (chyba już wszystkie) nie wymagają dyplomu II stopnia. Więc jeśli jesteś na tyle pracowity, zdolny i kumaty, to może poświęć te dwa lata na częste prywatne konsultacje u „docelowego” profa i po tym czasie do niego wystartuj. Pamiętaj też o dociągnięciu się w teorii (harmonia, kształcenie) – bez tego na AM będzie Ci ciężko.Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Ooo, robi się ostro 🙂 – ale nie dziwię się chłopakom, że trochę po Tobie się przejechali, Clarino.
Sypiesz jak z kapelusza firmami, tytułami, kompozytorami, o których ja w życiu nie słyszałem, ale nic z tego wynika… to nic nie wnosi do dyskusji, a tylko budzi irytację.
Chwalisz się rurkami w sposób, który otwiera mi kosę w kieszeni (mamy tu na forum zawodowych muzyków i wierz mi, że ich kolekcja nie jest gorsza).
Zakładasz te same tematy, robiąc śmietnik w dyskusji, co jest wnerwiające bardzo – wygląda to tak, jakbyś uważał, że Twoje problemy są najważniejsze.Trochę więcej skromności i dystansu do siebie – wtedy może więcej osób będzie skłonnych Ci pomóc.
Pozdrawiam i zapraszam do merytorycznej dyskusji.
mactrCzłonekCześć!
Nie za bardzo wiem po co zakładasz nowy temat, skoro dotyczy on tego samego, o co pytałeś niedawno (i tamto coś jest dokładnie pod tym tematem).
Ale do rzeczy: nie ma „magicznych” ćwiczeń na cokolwiek. Owszem są różne patenty, mogące pomóc w rozwiązaniu problemu, ale i tak do wszystkiego trzeba dochodzić poprzez żmudne „rycie” owych patentów.
Nie za bardzo wiem, jak się odnieść do ćwiczenia na trąbie naturalnej, więc powiem tylko tyle: jeśli opanujesz w miarę szybkie przedęcia w większych interwałach, to sam tryl nie powinien sprawić problemu (jeśli się nie zaciskasz). Pamiętaj, że im bardziej idziesz do góry, tym mocniej mimowolnie napinają się bebechy – pamiętaj o tym i spróbuj się rozluźnić, ale nie „puszczaj” tego gwałtownie (wtedy się pojawi jeszcze większe napięcie – tak jest przynajmniej u mnie :)). I nie pozwalaj, aby w czasie trylu dźwięk robił się coraz bardziej ściśnięty, jeśli zaczyna się „zwężać”, to odłóż trąbę i złap luz (parę wdechów na maksa itd.). Staraj się wtedy „atakować” górę, jednocześnie myśląc o tym, że próbujesz zagrać oktawę niżej – trzeba próbować wykręcić podświadomość. Zazwyczaj jest tak, że kiedy myślimy: „teraz będzie góra”, to podświadomie ściskamy wszystko i zamiast dźwieku jest „yyyyppppfffff” (albo jakoś tak :)). Może dla niektórych są to banały, ale warto o tym myśleć.
Oczywiście tryle trzeba ćwiczyć poowoooluutkuu, górny dźwięk musi zawierać się w tym inetrwale, który sobie określiliśmy (nie zahaczać przypadkowego dźwięku, którego nie mieliśmy w planie zagrać). Po paru sekundach trylu sprawdź, czy oba dźwięki stroją ze sobą.
Inna ciekawa sprawa: zauważyłem u siebie przedwczoraj? i sprawdziłem na kolegach :), że w czasie jakiegokolwiek przedęcia wygodniej jest się oprzeć na dolnej wardze. Generalnie nie jestem fanem opierania się na czymkolwiek, ale może to jakiś patent akurat nowy jest… 🙂Pozdrawiam!
mactrCzłonekCześć!
Trochę jestem zdezorientowany.
W innym poście piszesz, że masz problemy z zadęciem, a już chcesz grać lip tryle…
Kolejna kwestia: jeśli masz podstawowe problemy warsztatowe, to dlaczego próbujesz je rozwiązać na trąbie naturalnej? A może to nie trąbka naturalna tylko sygnałówka zwyczajna, co? Na trąbie naturalnej powinno rozpoczynać się naukę gdy bez problemów obsługujesz już B „normalna” rurkę.Odpisz, o co biega, jak długo i na czym właściwie grasz.
Pozdrawiam!
mactrCzłonekWitam!
Fakt – 1C rządzi :).
Swoją drogą, planuję sprawić sobie najpłytszy, jaki może być Jet Tone albo chociażby Bacha, po to, żeby pograć dwa miesiące i stwierdzić, że góra nie powiększyła mi się nawet o pół tonu :).
Mówiąc serio, czy ktoś z Was gra na takich superpłytkich miskach? Jak wrażenia? I czy używacie ich równolegle z „normalnymi” rozmiarami? Osobiście na razie nie mam szczególnego „parcia” (czyt. chęci :)) na granie w stratosferze, ale ostatnio dyskutowałem ze znajomym na temat zasadności używania płytkich ustników i teraz jestem ciekaw Waszego zdania.Pozdrawiam!
PS
Nie chciałem zakładać nowego tematu – w końcu ten zwie się „Ustniki”. Admin, SORRY! 🙂mactrCzłonekWitam!
Tym, których nudzi swingowy Marsalis-tradycjonalista proponuję ściągnięcie kawałka pochodzącego z płyty „Fuse One 'The complete recordings'”. Jego tytuł to: „In Celebration Of The Human Spirit”. Ten utworek to jedna z niewielu okazji do posłuchania Wyntona w bardziej elektrycznych konfiguracjach i do tego grającego nawet efektownie :).
Pozdrawiam!
mactrCzłonekCześć!
„Dyskutujmy dalej” – to mi się podoba! 🙂
1. Pewnie warto posłuchać każdej płyty Wyntona – nawet jeśli nie wszystkie z nich są najwyższych lotów. Każda, nawet słabsza muzyka, rozwija i na pewno daje do myślenia. Ostatnio odpaliłem sobie najnowszą Madonnę – tragedia, ale za to jak otwiera oczy :).
2. „Eksperci nie słuchają takiej muzyki, tylko fanatycy”. Groźnie to zabrzmiało – dotychczas myślałem, że fanatycy słuchają Stańki :).
3. Pan Sean Jones bardzo fajny jest, o czym przekonałem się przed chwilą (wbrew pozorom sporo pobrzmiewa u niego Wyntona :)). Kurczę, koleś nie przejmuje się i pokazuje, co potrafi… Polecam wszystkim!
Pozdrawiam!
mactrCzłonekCześć!
Korek (Korku?:)), bardzo szanuję Twoją opinię, ale ostatnie zdanie z Twojego wpisu nic nie wnosi do sprawy. Stawia Cię ono troszkę w świetle kogoś, kto niepotrzebnie sugeruje się opiniami innych.
Co z tego, że „dosyć dużo osób jest zdania, ze Marsalis powinien się skupić bardziej na klasyce”. Ich zdanie dla mnie się nie liczy – u Marsalisa jest swing, walking, feeling i parę innych „ing” :), więc to chyba jazz, co? I do tego często żre jak cholera.
Co z tego, że „koneserom” nie pasuje jego granie? Pieprzyć to! Powiem więcej – dla mnie nawet Sandoval jest jazzmanem. Opinie innych na temat „kto gra jazz, a kto nie” nie są nic warte, kiedy masz swój rozum, a muzyka łapie za serducho… wtedy jest jazz :).
Do klopa z opiniami elit i tzw „ekspertów”! 🙂Pozdrawiam!
ps
I nie chodzi mi teraz o wdawanie się z Tobą w jakąś zażartą dyskusję (nie kieruje mną uszczypliwość, ani chęć ostrego ripostowania) – chodzi mi o zwrócenie uwagi na tę może mało istotną, ale „dyskusjotwórczą” kwestię posiadania własnego zdania :). -
AutorWpisy




