Jest to wielka strata dla świata waltornistów, gdy osoba predysponowana przez naturę do gry na niskim rogu traci swoje powołanie i zmaga się, by stać się i pozostać dobrym graczem na wysokim rogu (jednym pośród wielu), mając wszystkie potrzebne atrybuty, by być bardziej produktywnym, jak też bardziej samo spełnionym i skutecznym graczem (jednym z nielicznych) na niskim rogu. Ze względu na brak wysoko wykwalifikowanych graczy na niskim rogu (zwłaszcza, ale nie tylko w Europie) wybór specjalizacji na niskim rogu ma szczególny sens dla młodszych adeptów instrumentu. Powinni oni przygotowując się do przesłuchań, zadać sobie pytanie, do gry na jakim rogu jestem predestynowany.
“Ależ przecież potrafię zagrać wszystko!”
Oczywiście jest godnym pochwały, gdy waltornista stara się rozwinąć wszystkie aspekty gry na rogu, maksymalnie wykorzystując swoje predyspozycje i umiejętności. Każdy chciałby żyć w idealnym świecie, gdzie każdy waltornista miałby wrodzony talent i był w stanie zagrać idealnie każdy utwór. Patrząc jednak na najlepsze orkiestry szybko dojdziemy do wniosku, że świat w którym żyjemy, wygląda inaczej. Każdy jest obdarzony innymi talentami w różnych proporcjach. Sekcja waltornistów w orkiestrze, złożona z dwóch wzajemnie uzupełniających się duetów (składających się z jednego wysokiego i jednego niskiego rogu) została zbudowana właśnie w taki sposób, który odzwierciedla powyższe założenia. Czasami słyszymy o dawnych, jak też współczesnych waltornistach, którym przypisuje się umiejętność grania zarówno na niskim jak i wysokim rogu z taką samą wirtuozerią. Możliwe, że takowi istnieją, jednak jak słyszę takie opowieści uśmiecham się i zadaje sobie pytanie, kiedy i jak długo grali oni na drugim lub czwartym rogu. Należałoby się bowiem spodziewać, iż posiadając taki rzadki talent, skłaniali by się oni raczej do gry solowej. Kto więc pozostałby nam do gry na niskim rogu? Najlepiej byłoby, by byli to waltorniści, którzy mają do tego specjalne naturalne predyspozycje i nieustannie udoskonalają swój warsztat pracy.
Wzloty i upadki gry na niskim rogu
Począwszy od złotego wieku niskiego rogu w epoce klasycyzmu, przypadającej na XIX w, czyli czasów największego dowartościowania specjalizacji w grze na niskich rogach wśród waltornistów i kompozytorów, idea niskiego rogu jako specjalności wśród waltornistów i posiadającego unikalne zadanie w sekcji rogów, została stopniowo przyćmiona przez błędne założenie, że granie na rogu to przede wszystkim „gra solo”. Pozostaje to w jaskrawym kontraście do partii rozpisanych na niskierogi u najbardziej znaczących kompozytorów XIX i początku XX w. Partie na drugi i czwarty róg w większości współczesnych kompozycji nie wykorzystują już specjalnych możliwości związanych z niskim rogiem, a zatem trudno nazywać te partie dla rogów “partiami niskiego rogu”. Tym cenniejsze stają się bardzo nieliczne donośnie brzmiące basowe figury, szerokie przeskoki, szybkie arpeggio i bogate linie basowe do wielkich fragmentów chóralnych. Partie drugich rogów są dziś bardzo często “drugimi najwyższymi partiami”, wchodzącymi wyraźnie na terytorium trzeciego rogu. Partie dla czwartego rogu są często najmniej trudnymi i rzadko muszą być zapisane w kluczu basowym. W związku z tą ograniczoną wizją niskiego rogu, równie wątpliwe jest to, że drugi i czwarty róg są w efekcie bezpiecznymi przystaniami dla nieśmiałych graczy z trudnościami w wysokich rejestrach lub dogodnymi “pastwiskami” dla starzejących się graczy na wysokim rogu. W niektórych przypadkach, gdy przesłanki inne niż muzyczne są nadrzędne, takie podejście może być zrozumiałe. W efekcie jednak zaniedbuje się odrębne i trudne zadanie niskiego rogu. Przeni
Kto powinien specjalizować się w grze na niskim rogu?
Zacznijmy od tego, kto nie powinien. Darwinowski charakter profesjonalnego świata waltornistów sprawia, że ci, którzy mają słabe wysokie rejestry i bojaźliwe temperamenty, powinni raczej specjalizować się w czymś zupełnie innym, traktując grę na rogu jako swoje ukochane hobby. Zgodnie z zasadą, zaryzykowałbym stwierdzenie, że każdy, kto może zagrać przekonująco długą partię solową Zygfryda w Es, prawdopodobnie ma to, czego potrzeba, aby przekonująco poradzić sobie z wysokimi wymaganiami stawianymi graczom na niskim rogu.
Studenci pierwszego roku konserwatorium zazwyczaj nie są wystarczająco rozwinięci, aby rozpocząć specjalizację. Ważne jest, aby młodzi waltorniści spędzali dużo czasu pracując nad swoimi podstawowymi technikami zanim podejmą decyzję o specjalizacji. Ostatni rok formalnego szkolenia w konserwatorium, gdy zaczyna się poważnie myśleć o przesłuchaniach, wydaje się najbardziej odpowiednim momentem do zastanowienia się nad dalszą ścieżką rozwoju i do wyboru specjalizacji na niskim lub wysokim rogu.
Niski rejestr jest oczywiście domeną gracza na niskim rogu. Nie chodzi jednak tylko o to, czy uda się nam trafić w niskie tony czy ton, (to potrafi bowiem każdy), ale raczej o pytanie, czy uda nam się sprawić, by te niskie tony “wybrzmiały”. Ton ma sens tylko wtedy, gdy jest odtwarzany z solidnym i zdrowo brzmiącym rdzeniem. Czyste wykonanie pp, dobitnie brzmiący postępujący atak ff i dobrze zdefiniowana artykulacja w dolnych rejestrach są warunkiem wstępnym do gry na niskim rogu. Duże przeskoki w rejestrach są jednym ze specjalnych zadań graczy na niskim rogu i stanowią jedną z głównych elementów rozróżniających niskie rogi od wysokich rogów. Elastyczne zadęcie embouchure, które w mgnieniu oka może ominąć kilka oktaw, jest znakiem towarowym wybitnego gracza na niskim rogu. Dobre poczucie humoru może rownież się przydać. Dowcip czy komentarz w odpowiednim czasie może rozładować napiętą sytuację. Czasami rownież jest to najlepszy sposób na radzenie sobie z dziwnymi zachowaniami niektórych kolegów. Ku mojemu rozbawieniu podczas próby do 9. Symfonii Mahlera, zostałem raz poprowadzony przez całą swoją partię solową na drugi róg przez dwóch dyrygentów, mianowicie, dyrygenta orkiestry i samozwańczego dyrygenta w postaci pierwszego rogu. Trzeci i czwarty róg zachichotał, dyrygent wysłał mi porozumiewawcze mrugnięcie, a pierwszy róg był zbyt pochłonięty dyrygowaniem, by to wszystko zauważyć. Nie chcąc popsuć komediowego wydźwięku całej tej sytuacji, przemilczałem jego zachowanie. Potem podczas koncertu ostentacyjnie opróżniał on swoje kraniki podczas moich partii solo. Oczywiście nie jest to akceptowalne zachowanie, ale można je potraktować z przymrużeniem oka.
Gra zespołowa
Jednym z aspektów gry na niskim rogu, który jest często źle rozumiany i może tłumaczyć pewną niechęć do tego rogu, jest fakt, że aby być dobrym graczem na niskim rogu, należy umieć dać się prowadzić. Nie oznacza to całkowitego podporządkowania się wszelkim zachciankom pierwszego rogu, ani też podążania za jego wszelkimi kapryśnymi lub spontanicznymi pomysłami interpretacyjnymi. Podążanie za pierwszym rogiem, gdy jest zrobione właściwie, jest czymś chwalebnym, a nie niegodnym aktem podporządkowania. W tym kontekście bardzo pasuje analogia do pary tańczącej. Subtelne niuanse ruchu pomiędzy tancerzami mogą powstać tylko wtedy, gdy jeden z partnerów podąża za drugim. Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to przykład feudalnej relacji pan-sługa, rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Każdy inny system spowodowałby po prostu konflikty koordynacyjne, które mogłyby zakłócić spójność całego procesu komunikacji i samego tańca. Aby osiągnąć najlepsze wyniki, obaj partnerzy muszą traktować swój taniec jako służbę, której przyświeca szczytny cel dobrego tańca, lub w naszym przypadku, cel stworzenia dobrej muzyki. Wymiana pomysłów jest pomocna i jak najbardziej uzasadniona podczas prób. Co więcej, podczas grania odpowiedzialny waltornista będzie podążał za pierwszym rogiem, a sumienny pierwszy róg zrobi wszystko, co w jego mocy, aby harmonijnie poprowadzić sekcję, zachowując spójność dynamiki, frazowania i artykulacji czym zainspiruje swoich kolegów do naśladowania go.
To „coś specjalnego”
Patrząc na słownik synonimów widzimy, że słowo „niski” wywołuje szereg niepożądanych skojarzeń takich jak podły, trywialny, gorszy w przeciwieństwie do słowa “wysoki” kojarzonego z wieloma pochlebnymi przymiotnikami, takimi jak wzniosły, wielki, rosnący, itp. Spójrzmy prawdzie w oczy: gra na niskim rogu nie jest bardzo wyeksponowanym, cieszącym się wysokim prestiżem rodzajem aktywności, a więc skromność dobrze służy graczowi na niskim rogu. Nie każdy ma na tyle dobre uszy, aby profesjonalnie ocenić grę na niskim rogu. Jednak kierując się intuicją, podobnie jak większość z nas preferuje wino leżakowane w dębowym beczkach zamiast tych w w aluminiowych, tak też słuchacze, nie dysponując specjalistyczną wiedzą, doceniają grę wybitnych niskich rogów jako to “coś”, co stanowi o tym, że brzmienie całej sekcji wydaje się bardziej treściwe, zrównoważone i w pewnym sensie wyjątkowe oraz pełne czaru.
Bonus za specjalizację na niskim rogu
Oprócz naturalnej satysfakcji z faktu, że robi się to do czego jest się predysponowanym, sama obecność utalentowanych graczy na niskim rogu korzystnie wpływa na bardziej harmonijną współpracę w obrębie sekcji. Ambitny waltornista specjalizujący się wysokich rejestrach, aktualnie grający na drugim rogu, aż do czasu gdy będzie mógł grać partie solo, jest często mniej elastyczny i może być postrzegany jako zagrożenie przez pierwszy róg . Z drugiej strony nic tak dobrze nie stymuluje pierwszego rogu jak otwarty na współpracę dobry gracz na niskim rogu. Idealnie jest gdy waltorniści grający na niskim rogu i ci, grający na wysokim rogu zachowują się jak partnerzy, wzajemnie się uzupełniając, a nie jak konkurenci, myślący tylko o sobie. Jest to zatem największą korzyścią dla świata waltornistów, gdy naturalnie utalentowany gracz na niskim rogu jest w stanie rozwijać swoje talenty do takiego wysokiego poziomu zawodowego, że z dumą piastuje swoje należne miejsce w sekcji rogów.
Więcej na temat: edukacja, niski róg, technika, waltornia, warsztatArtykuł ukazał się w czasopiśmie The Horn Call w kwietniu 1991 r. Publikacja za zgodą autora.



