Wywiad z zespołem Chamber Brass

Zespół Chamber Brass to kwintet blaszany tworzony przez muzyków grających na co dzień w renomowanych orkiestrach takich jak Sinfonia Varsovia, Opera Narodowa, Polska Orkiestra Radiowa, Menuhin Festival Orchestra. Tworzą go: Mariusz Opaliński – puzon, Andrzej Tomczok – trąbka, Eugeniusz Gomóła – tuba, Tomasz Bieńkowski – waltornia i Piotr Bugaj – trąbka. Oto rozmowa z muzykami przeprowadzona w lutym 2001 roku przez HI-END.PL Zespół Chamber Brass to kwintet blaszany tworzony przez muzyków grających na co dzień w renomowanych orkiestrach takich jak Sinfonia Varsovia, Opera Narodowa, Polska Orkiestra Radiowa, Menuhin Festival Orchestra. Tworzą go: Mariusz Opaliński – puzon,  Andrzej Tomczok – trąbka, Eugeniusz Gomóła – tuba, Tomasz Bieńkowski – waltornia i Piotr Bugaj – trąbka. Oto  rozmowa z muzykami przeprowadzona w lutym 2002 roku przez HI-END.PL.
– Skąd wziął się pomysł na Chamber Brass ?

A.T..: – Pomysł od dawna istniał w naszych głowach. Już od dłuższego czasu chciałem stworzyć taki zespół, podejmowałem zresztą takie próby na studiach, jednak zespoły rozpadały się bardzo szybko – po miesiącu, po dwóch miesiącach, raz nawet po dwóch próbach. Wynikało to zawsze z tego, że nie ma w Polsce tradycji takich zespołów. Jednakże kiedyś przy towarzyskiej pogawędce okazało się, że jest nas pięciu chętnych, znamy się, razem pracujemy, więc możemy się skrzyknąć i spróbować eksperyment. Nie planowaliśmy grać non stop, chcieliśmy spróbować czegoś zupełnie nowego w Polsce.

– Czy od początku gracie w tym samym składzie?

M.O..: – Tak

– Jakie są Wasze inspiracje, jak opisalibyście swoją muzykę ludziom, którzy jej nigdy nie słyszeli?

A.T..: – Muzyka, którą teraz gramy, jest to muzyka klasyczna w opracowaniach na nasz zespół, a więc coś nowatorskiego, co brzmi wyjątkowo dla ludzi, którzy nigdy nie tego słyszeli. Sądzę że najlepiej kupić płytę i posłuchać.

T.B..: – Instrumenty dęte istnieją od bardzo dawna, jak na przykład trąbka która jest znana już od czasów faraonów. Oczywiście z biegiem wieków zmieniały się ich wygląd i brzmienie. Faktem jest również, że instrumenty dęte mają ograniczone możliwości brzmieniowe, ale skład, w którym gramy, pozwala wykonywać utwory o bardzo rozbudowanej harmonii. Zespół pięcioosobowy jest optymalny, pozwala na ukazanie przekroju partyturalnego utworu, ukazanie wypełnionego brzmienia i walorów melodyczno-harmonicznych danej kompozycji.

A.T..: – Pomysł, przynajmniej w moim zamyśle, był taki, aby nie skupiać się na utworach napisanych konkretnie na kwintet instrumentów blaszanych, lecz raczej grać coś co ludzie znają. Grupa odbiorców takiej muzyki, kwintetu blaszanego, jest w Polsce bardzo niewielka, ogranicza się do bardzo małej grupy osób, a my chcielibyśmy, by słuchali nas ludzie, którzy niekoniecznie kochają muzykę klasyczną. Jeżeli włączą naszą płytę, usłyszą znajomą muzykę w nowym zestawieniu instrumentów.

–  Wiem że korzystacie z zagranicznych aranżacji. Czy można się spodziewać własnych opracowań?

M.O..: – Bardzo byśmy chcieli i jest to jeden z naszych celów, aczkolwiek ciągle mamy jeden podstawowy problem – chcemy, by robił to ktoś, kto naprawdę się na tym zna, żeby te opracowania były na najwyższym poziomie i ciekawe, bo przecież będą one świadczyć o naszym zespole.

– Czyli nadal poszukujecie?

M.O..: – Tak jest.

A.T..: –  Niestety, ciągle jeszcze pokutuje u nas brak tradycji kwintetów blaszanych, w związku z czym kompozytorzy i aranżerzy nie mają doświadczenia związanego z tego rodzaju muzyką, trzeba więc metodą prób i błędów poznawać ludzi.

E.G..: – Myślę że to raczej my musimy sami stworzyć sobie aranżera, nie aranżer nas…

A.T..: – Musimy też sami próbować. Zastanawiam się nad tym, by samemu zacząć aranżować, tym bardziej że mamy plany jak najbardziej poważne.

– Jak postrzegacie dzisiejszy rynek muzyczny, czy wasza muzyka ma szansę się sprzedać?

P.B..: – Trudno powiedzieć, jest bardzo ciężko.

E.G..: – Rynek w ogóle nie jest w Polsce ugruntowany, jest za dużo piractwa, by w ogóle móc coś przewidywać .

A.T..: – Najgorsze jest chyba to, że wszystkie wytwórnie płytowe obecnie na rynku nastawiają się na muzykę komercyjną, na szybkie pieniądze, a raczej trudno spodziewać się w muzyce poważnej zysków takich, jak w przypadku płyt, które się tworzy w ciągu tygodnia – skrzykuje się kilka osób, zaprasza jakąś gwiazdę z zagranicy, która ma nazwisko, odkurza się jakąś starą gwiazdę z Polski i robi na tym wielkie wielkie pieniądze. Trzeba włożyć dużo wysiłku, by wykreować coś w muzyce poważnej. Mimo wszystko będziemy próbować.

T.B..: – Niestety mamy w Polsce „chory system”, nie ma sponsoringu, nie ma promocji kultury, a – co najgorsze – nie ma jak podjąć działań w tej dziedzinie, bowiem nie jest ona zreformowana i leży odłogiem. Naszym atutem jest to, że taki skład jest czymś nowym na rynku.

– Czy macie w planach jakieś koncerty lub trasy koncertowe?

A.T..: – Oczywiście mamy w planach koncerty, ale rzecz w tym że pracujemy w różnych orkiestrach, przez co mamy zajęte terminy i wiele pracy, a zespół wciąż istnieje obok naszej głównej działalności, więc zaplanowanie trasy koncertowej jest bardzo trudne, ale oczywiście mamy taką w planach.

E.G..: – Najbliższy taki termin to przyszłe wakacje.

– Jak zaczęła się wasza przygoda z instrumentami i muzyką?

E.G..: – Ja zupełnie przypadkowo zacząłem w orkiestrze amatorskiej. Traktowałem muzykę jako hobby, grałem wieczorami. Ktoś mnie usłyszał i zacząłem się uczyć gry na tubie w średniej szkole muzycznej. Okazało się, że dobrze gram, więc potem skończyłem szkołę średnią w Krakowie i Akademię Muzyczną w Warszawie.

M.O..: –   Ja zaczynałem na fortepianie lecz długo na nim nie grałem – trzy lata w podstawówce, a potem od razu poszedłem do średniej szkoły muzycznej, gdzie uczyłem się grać na puzonie. Na początku nie byłem przekonany do tego instrumentu, ale potem spodobało mi się i tak już zostało. Skończyłem Akademię Muzyczną w Warszawie.

A.T.: – Ja zawsze chciałem grać, ponieważ pochodzę ze Śląska z Katowic, gdzie są bardzo rozbudowane tradycje muzyczne, zwłaszcza jeżeli chodzi o instrumenty dęte. Pamiętam jak byłem mały i grała orkiestra z NRD. Bardzo mi się podobali ci panowie z instrumentami i strasznie chciałem grać „na takiej trąbce, co to się tak rusza”, chodziło o suwak, więc ojciec mnie na motorower i zawiózł do pana który grał na weselach, Podstawową i średnią szkołę muzyczną skończyłem w Katowicach, a studia w Warszawie.

P.B.: Ja uczyłem się prywatnie gry na akordeonie i chciałem zdawać do szkoły muzycznej I stopnia, ale byłem już za duży i jedyne instrumenty na jakie mogłem się dostać, to były instrumenty dęte blaszane. I tak zacząłem grać na trąbce. Studiowałem we Wrocławiu.

T.B.: – Uczyłem się w Łodzi, w szkole podstawowej. Grałem na skrzypcach ale – niestety – nie umiałem wibrować, więc w połowie siódmej klasy spróbowałem gry na waltorni. Tak trafiłem do wspaniałej pani pedagog – Czesławy Szczukowskiej. Potem studiowałem w Warszawie a w połowie trzeciego roku zacząłem pracować w Sinfonii Varsovii.

– Każdy ma jakąś pasję. Jakie wy macie hobby?

M.O.: – Większość wolnego czasu poświęcamy zespołowi, resztę rodzinie. Na wyjazdach mamy nieraz trochę czasu, by uprawiać sporty, pływać pontonami, jeździć na rowerach.

A.T.: – Ja chodzę czasami z Genkiem na ryby.

M.O.: – Czego na przykład ja nie znoszę…

E.G.: – Moją pasją jest rzeczywiście łowienie ryb, ale największą jest mój syn.

T.B.: – Też uwielbiam wędkowanie i grill przy dobrym, zimnym piwie. Lubię też „posiedzieć” w Internecie, szukając nowości brassowych i kontaktując się z kolegami z klubu muzyków grających na instrumentach blaszanych.

P.B. – A ja łowię ryby u sadzę drzewka.

– Co możecie powiedzieć o kolegach z zespołu?

A.T.; – Każdy z nas jest inny – jedni są gadułami, jest ktoś milczący, jest ktoś bardzo impulsywny, jest ktoś, kto łagodzi to wszystko. Jesteśmy naprawdę mieszanką wybuchową.

E.G.: – Ale to nas naprawdę stymuluje do działania.

M.O.: – Lepiej że na próbach coś się dzieje, niż gdyby panował marazm.

– Nie macie dużo wolnego czasu, na co dzień dosyć zajmujecie się muzyką. Czy w wolnych chwilach macie jeszcze ochotę na jej słuchanie?

M.O. – Ja niewiele słucham, a jeżeli to muzyki filmowej.

A.T.: – A ja zdecydowanie wolę rocka. Niestety, ciągle jestem stymulowany przez stacje radiowe i kupuję to, co jest popularne w radiu, ale stanowczo unikam chały.

T.B. – Ja słucham amerykańskiej muzyki filmowej, Michaela Kamena.

E.G.: – Ja zaś słucham radia i klasyki – ostatnio ego, co najczęściej gram w pracy.

P.B.: – Ja  także słucham tego, co jest w radiu i trochę muzyki filmowej.

– Skoro słuchacie muzyki musicie mieć w domu jakiś  sprzęt grający. Czy zwracacie uwagę na jakość słuchanych nagrań?

M.O.: – Myślę że bardzo ważne jest brzmienie, jednak my tyle czasu spędzamy z muzyką na żywo, że żaden sprzęt tego nie odda, aczkolwiek jeżeli miałbym bardzo dużo pieniędzy, to z pewnością  zainwestowałbym w świetny sprzęt grający. Na razie mam jakiegoś Technicsa, a którego zapewne wszyscy audiofile się śmieją.

A.T.: – Ja zwracam ogromną uwagę na jakość nagrania – jeżeli płyta jest źle nagrana, od razu ją wyłączam. Denerwuje mnie złe nagranie. Niestety nie mam takiego sprzętu, który pozwoliłby na wnikliwe wsłuchiwanie się.

T.B.: – Ja mam sprzęt firmy Sony, jednakże zawsze ważniejsze były dla mnie nowości nutowe i instrumenty.

E.G.: – Ja mam mini wieżę, która nie pozwala na wsłuchiwanie się, służy tylko do odbioru, a możliwości finansowe nie pozwalają mi na zakup dobrego sprzętu.

– Ostatnie pytanie będzie dotyczyć waszych planów na przyszłość…

A.T.: – Mam takie swoje marzenie, które powoli zaczynam realizować. Zawsze interesowało mnie nie tyle pisanie muzyki, co aranżowanie i  moim najbliższym celem jest zacząć bawić się aranżowaniem muzyki dla naszego zespołu.

P.B.: – Jeżeli chodzi o plany zawodowe, to zobaczymy co będzie dalej. Na razie gram w Sinfonii Varsovii i Mieszkam w Warszawie.

M.O.: – Moim marzeniem było zawsze grać w takim zespole. Marzy mi się, żebyśmy grali inną muzykę niż wszystkie kwintety blaszane na świecie, żebyśmy stworzyli własne brzmienie.

T.B.: – Pracuję jako pierwszy waltornista w Operze Narodowej, a moje marzenie właśnie się realizuje, ponieważ w czasie studiów grałem w zespole Camerata Vistula, gdzie złapałem bakcyla  muzyki kameralnej.

E.G.: – Chciałbym, abyśmy byli znani w Europie.

M.O.: – Cieszymy się również bardzo, że nasza pierwsza płyta zawiera właśnie muzykę klasyczną…

A.T.: – Bardzo trudno jest nagrać taką muzykę w takim składzie…

E.G.: – Ta płyta jest dla tych, którzy chcieliby nam zarzucić że nie umiemy grać muzyki klasycznej.

A.T.: – Utwory które gramy, to utwory skrzypcowe, symfoniczne i orkiestrowe, więc trzeba je grac stylowo i z charakterem, chociaż nie zamierzamy  podporządkowywać się kanonom i gramy po swojemu.

– Dziękuję za rozmowę

Z muzykami z Chamber Brass

rozmawiała Patrycja Wołoch

Wywiad publikujemy dzięki uprzejmości HI-END.PL

Uwaga: Przeglądając stronę akceptujesz naszą Politykę Prywatności BRASSerwis.pl 2001 - 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone.

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?