Pożegnanie z orkiestrą

Alojzy Macioszek mówi, że nawet w Rudzie Śląskiej jest jakaś alfa i omega. To znaczy jakiś początek i jakiś koniec. Ale takiej omegi nie przewidział. Dlatego płacze. Dlatego, że jak świat światem górnik umierał wcześniej niż jego orkiestra. A teraz ma być odwrotnie

To „jak świat światem” znaczy ponad 200 lat, bo wtedy powstała w Rudzie pierwsza na Śląsku kopalnia. A potem pojawiły się pierwsze groby górników – z czarnym, kamiennym niebem nad głową i duchem Skarbka za plecami. A z nimi pierwsze orkiestry, bo nad grobami zawsze grały trąby mniejsze i większe. Tak jak zawsze obecne były w barbórkowe poranki, bo to trąby, puzony i klarnety od dziesiątek lat budzą 4 grudnia górników. Obudziły i w tym roku, ale czy obudzą za rok?

Za rok orkiestr górniczych może już nie być. Od początku stycznia 2008 roku Kompania Węglowa nie finansuje już orkiestr, bo (oficjalnie) szuka oszczędności. Choć utrzymanie muzyków – przeciętne siedem tysięcy miesięcznie dla kilkudziesięcioosobowego zespołu – to zaledwie promil wydatków firmy. – Przede wszystkim chodzi o to, że Kompania nie prowadzi działalności rozrywkowej, tylko wydobywa węgiel – wyjaśnia Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii. I dodaje, że właśnie o działalność rozrywkową podejrzewał kopalnie fiskus. Urzędnicy skarbowi nie mogli zrozumieć, dlaczego górnika wysyła się w delegację na pogrzeb innego górnika. Po to, by z żalu trąbił.

– Chcą nas zrobić w trąbę – uśmiecha się Grzegorz Kalisz, górnik sztygar i puzonista. I łza mu cieknie po twarzy jak wcześniej Alojzemu Macioszkowi (choć może trochę bardziej wstydliwa). – Oni wiedzą, że my nie jesteśmy w stanie sami się utrzymać, wiedzą, że popełniają na orkiestrach, na ludziach, którzy potrafią tylko grać i aż grać, morderstwo z premedytacją. Wiedzą, że zabijają coś, co ma wartość. I może dlatego robią to w śnieżnobiałych rękawiczkach.

Z Kaliszem zgadza się także śląski reżyser Kazimierz Kutz, który odcięcie orkiestrom pieniędzy z kopalni uznał publicznie za ostateczne morderstwo starego Śląska.

– To przesada – uważa Madej. – Ja doskonale wiem i pani doskonale wie, że artyści lubią przesadzać.

Kompania zapewnia, że za koncerty orkiestr dalej będzie płacić. Tylko za czynsze i próby już nie. I że orkiestry będą mogły jak inne firmy stawać do przetargów, wystawiać rachunki albo faktury.

– Tylko że orkiestry górnicze nigdy nie były firmami. I raczej nie będą – mówi profesor Dorota Simonides, etnograf i Ślązaczka, córka kapelmistrza orkiestry górniczej.

Bo orkiestry nie mają menedżerów i sekretarek. Bo ich nie potrafią mieć. Mają za to kilka klitek w podziemiach Domu Górnika, a ich majątek to – oprócz wypucowanych na glanc butów i instrumentów, oprócz dobrowolnych, lecz coraz rzadziej płaconych składek na utrzymanie orkiestry – kilkadziesiąt kiwających się, ofiarowanych przez górników krzeseł, na których można usiąść, po to by godzinami ćwiczyć. A potem tworzyć muzykę.

Znak czasów

– Za rok, najwyżej za pięć lat żywe, śląskie orkiestry górnicze, które są fenomenem na skalę świata, zastąpi na Barbórce plastikowa dekoracja – prorokuje Lech Majewski, Ślązak, jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów. – Będą plastikowi muzycy z plastikowymi trąbami i pióropuszami. I nie zabraknie zapewne także plastikowej muzyki na instrumenty dęte. Z plastikowego odtwarzacza.

– Teraz bydzie skuwronek – komenderuje Norbert Gemander, dyrygent i kapelmistrz orkiestry dętej kopalni Halemba, która po decyzji Kompanii zostanie tylko orkiestrą dętą, bez Halemby. Nadymają się trąby, puzony, rogi i tuby. I jeszcze flety i klarnety. Oraz… gitara basowa. W sumie prawie 40 chłopów w różnym wieku w górniczych mundurach, w wypucowanych butach. Emeryci, renciści, górnicy z kilkunasto- i kilkuletnim stażem. Amatorzy i filharmonicy. W jednym często rzędzie. Do tego trzy młode i ładne blondynki, studentki szkół muzycznych.

„Skuwronek” Bregovicia w wersji dętej zapiera słuchaczom dech w piersiach. Nie im pierwszym. Orkiestra z kopalni w Rudzie Śląskiej- zapierała- dech w piersiach nawet nadętym to-warzyszom partyjnym Niemieckiej Republiki Demokratycznej i Czechosłowacji. I peerelowskiemu wojewodzie śląskiemu Ziętkowi, i pierwszemu sekretarzowi Gierkowi, który halembową orkiestrę ubóstwiał prawie tak bardzo jak swoje przemówienia. Ale także słuchaczom zupełnie już innej Europy, bo z licznych przeglądów orkiestr Starego Kontynentu ta z kopalni Halemba przywozi do dziś puchary i dyplomy. Nogi same szły do tańca, gdy orkiestra z Halemby grała, nieważne, czy na sali koncertowej, deptaku albo na audiencji u królowej Danii Małgorzaty.

– Na Śląsku zawsze się grało z całej duszy – zapewnia profesor Simonides. – Muzyka wypełniała każde święto, także rodzinne, jak chrzciny, wesela i urodziny. Ale wypełniała też każdą, niekoniecznie świąteczną chwilę. Sama była świętem. Tu po pracy nie piło się wcale tak wiele, nie mówiło się o węglu, o śmierci, która tak często z węgla wynika, tylko o tym, jak należy dmuchnąć w puzon, by wyszedł z niego najpiękniejszy i najradośniejszy w świecie marsz Radetzkiego. A za chwilę, jak padną orkiestry, będzie się mówić na Śląsku wyłącznie o śmierci. Albo wyłącznie pić.

Z całej duszy

Podczas akademii dla górników emerytów w hali sportowej przy piwie, ale też przy Bregoviciu, a potem Czajkowskim, Straussie, a także Vangelisie, coraz mniej ważne dla słuchaczy biesiadników stają się szynki, balerony i salcesony, sałatka na majonezie i kaszanki, pod którymi uginają się stoły. A dyrygent Gemander, rocznik 1935, wywija batutą coraz szybciej. I podskakuje, tańczy, unosi się nad ziemią…

Może już po raz ostatni, może jeszcze przedostatni.

Przez głowę wywijającego pałeczką Gemandera przechodzą różne wspomnienia i myśli.

Pamięć jest wybiórcza, dlatego Gemander mniej pamięta pochody pierwszomajowe z towarzyszem Gierkiem, a bardziej koncerty na polanie w lesie w niedzielę, gdy orkiestry przychodziła słuchać cała Ruda, całe rodziny. Tak było w latach 60., zaraz po tym, jak z Alojzym Macioszkiem – górnikiem dołowym – postanowili założyć swoją górniczą orkiestrę.

– Bo nasza kopalnia bez orkiestry jest jak czako górnika bez, za przeproszeniem, pióropusza – klarował ówczesnej dyrekcji. Inaczej to może trochę brzmiało, bo Gemander nie potrafi za bardzo mówić czystą polszczyzną. Do piątego roku życia mówił przecież wyłącznie po niemiecku, w szkole, ale też z rodzicami i bratem, którego wcielono do Wehrmachtu, choć wcale się nie czuł Niemcem, tylko Ślązakiem, bo wolał skrzypki od karabinu. Skrzypki jak dziadek Macioszka, który rzępolił smyczkiem tak często, że wszystkie psy w okolicy z nerwów z łańcucha się urywały.

Próba i próba

– Ale wtedy grali na Śląsku wszyscy – zapewnia Alojzy Macioszek. – Jak się szło ulicą, to z każdego domu płynęła muzyka, po lewej klarnety, po prawej trąby. A teraz już nie słychać, bo są telewizory i „M jak miłość”. A dla Macioszka „M” jest jak „muzyka” i dlatego trąbi już 54 lata. To o 20 lat dłużej niż jego praca w kopalni. Przychodził z tej ciężkiej, morderczej pracy na próby – czarny, umorusany i szczęśliwy.

– Kolegów przez to nie miałem – uśmiecha się. – Koledzy grali w piłkę i chodzili do kina. Albo do knajpy. A ja tylko próba i próba. To było i jest całe moje życie.

Teraz Macioszek płacze. Kiedy gra i kiedy już przestaje grać. Płacze w hali sportowej w Rudzie Śląskiej na koncercie swojej orkiestry. Bo do Macioszka dotarło, że chcą mu orkiestrę, to znaczy życie, odebrać. A on w ogóle tego nie rozumie.

Przecież orkiestry dęte, także górnicze, na świecie przeżywają renesans. Przecież powstaje coraz więcej utworów dla orkiestr dętych. Przecież orkiestra była wizytówką Halemby, przecież przez lata rozsławiała ją w świecie, w NRD i Czechosłowacji, ale także na dworze królowej Danii.

– A może Polska nam pomoże, jeśli Śląsk nie może? – zastanawia się górnik. Ale Polska, a konkretnie jej Ministerstwo Kultury, Macioszkowi pomóc raczej nie zdoła. Bo orkiestra Macioszka nie jest jednostką samorządową, a tylko takie mogą liczyć na pieniądze od państwa.

Płacz Macioszka zagłuszają mikrofony i występ zespołu Szlager Maszyna, który – podobnie jak kaszanki i salcesony, jak też sałatka na majonezie oraz orkiestra z Halemby – przybył do hali te kilka dni przed Barbórką na akademię dla górników emerytów. W programie znalazły się jeszcze między innymi pieczony karczek z podsmażaną cebulką oraz przemówienie Dariusza Smugi, dyrektora do spraw technicznych zjednoczonych kopalni Halemba-Wirek, który w ubiegłym roku, w czasie gdy w Rudzie Śląskiej doszło do tragedii, gdy zginęli górnicy likwidujący ściany w kopalni, był dyrektorem do spraw likwidacji ścian.

To było tuż przed Barbórką, której właściwie już w ubiegłym roku nie było. Były za to liczne pogrzeby. I liczne kondukty żałobne, za którymi szła halembowa orkiestra. By nad grobami zagrać rzewne, pożegnalne melodie. Po to, by wszyscy-, tak jak trzeba – z szacunku i tęsknoty – nad grobami płakali.

Sny o niebie

Okręgowy Urząd Górniczy postawił dyrektorowi Smudze w związku z tragedią jeden zarzut. Niezbyt poważny. Może dlatego na uroczystości dla emerytów dyrektor nie wydaje się smutny.

– Cenimy górniczy trud – zapewnia z mównicy. A potem zauważa odkrywczo, że „każdy górnik pozostawia w kopalni cząstkę samego siebie”.

Dyrektor ma rację. Muzycy z orkiestry Halemba też zostawili. I coś jeszcze z kopalni wynieśli. Strach przed czarnym, kamiennym niebem, które zawsze się może zawalić. I chorobę pylicę. Nie wszyscy, bo nie wszystkie puzony, trąby i klarnety były lub są górnikami. Ci po szkołach muzycznych, kiedy orkiestra górnicza nie będzie już orkiestrą, pewnie sobie poradzą. Może będą grać na weselach? A może nawet, kto wie, na imieninach u dyrektora kopalni? Ale tych, którzy w Rudzie Śląskiej wiele lat temu zakładali zespół, jak Alojzy Macioszek, rocznik 1939, i Norbert Gemander, rocznik 1935, pewnie czeka los taki sam jak orkiestry górniczej kopalni Halemba. Jakaś, choć jeszcze nie wiadomo jaka, omega.

Anna Szulc
http://przekroj.pl/index.php?option=c … amp;id=3333&Itemid=48
Przekrój Nr 01/2008 Fot. Michał Łuczak/visavis.pl Na zdjęciu: Weterani Franciszek Miliczek (po lewej, tuba) i Alojzy Macioszek (baryton) nie kryją przygnębienia.Tak źle z orkiestrami górniczymi jeszcze nie było.

34 odsłon

Uwaga: Przeglądając stronę akceptujesz naszą Politykę Prywatności BRASSerwis.pl 2001 - 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone.

Ten sklep jest w wesji Beta. Wszystkie problemy z funkcjonowaniem należy zgłaszać pod mailem [email protected] Zamknij

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account