Jasne Anioły…

jay fredman artykuły

Dzisiaj , kiedy „duży może więcej”, często giną w ogniu walki sprawy zasadnicze. Tak jest na przykład z pojęciem pięknego dźwięku i klarowności, pojęciem które dla mnie po raz pierwszy określił jeden z największych muzyków jakich spotkałem, dyrygent Hans Rosbaud (1).

Myślę, że klarowność oznaczała dla niego śpiewny dźwięk z czystym podstawowym rdzeniem, coś o czym często pisuję szczegółowo. Tu nasuwa mi się stwierdzenie, które najeży włos na niejednej głowie: grający powinien zawsze, poza najgłośniejszymi fragmentami, grać możliwie najjaśniejszym dźwiękiem. Najjaśniejszy- to dla mnie wyrazisty, ożywiony i bardzo brzmiący. „Jasny” nie powinien budzić negatywnych skojarzeń, często temu określeniu towarzyszących.

Jasny może także oznaczać błyszczący, skupiony, czysty etc. Modne dziś rozmiary instrumentów współczesnej orkiestry mogą przytłoczyć tę jasność a to, co w zamierzeniu miało dać duży i brzmiący dźwięk może, przy braku odpowiednich starań, stać się matowe i ciężkie.

Oczywiście nikt nie dąży w fortissimo do laserowej ostrości i twardości dźwięku ale w umiarkowanej i cichej dynamice zbliżenie się do laserowej jakości jest pożądane po prostu ze względu na rozmiary instrumentów dziś używanych. Weźmy na przykład puzonowe „b” w średnicy. Ten dźwięk często wydostaje się z instrumentu matowy, płasko brzmiący dlatego, bo łatwo go wydobyć i z powodu zwyczajowego nie bzyczenia najbardziej błyszczących, najjaśniejszych i najżywszych alikwotów tego dźwięku. Inną powszechną tendencją jest płaskie, matowe i zamazane granie dźwięku „d” (tego powyżej „b” w średnicy). Tysiące razy słyszałem takie granie przy ćwiczeniu pierwszego taktu solo z Requiem Mozarta, ponieważ łatwo ten dźwięk zagrać. Często grający będzie bzyczał „c” lub nawet „cis” a z puzonu wydobędzie się „d”- ale nie będzie ono jasne i brzmiące. Dźwięk „f” ponad średnim „b” też ma szanse ucierpieć, jeśli jego najjaśniejsze alikwoty nie będą wybzyczane na ustniku i delegowane w głąb instrumentu. Jasny i pożądany typ brzmienia można osiągnąć w zasadzie przy pomocy dwóch elementów. To odpowiednio mocne zadęcie (i, co równie ważne, rozluźnione ciało) w połączeniu ze stosunkowo małym, intensywnym i szybko płynącym strumieniem powietrza.

Tu nasuwa się myśl o unikalnej właściwości puzonu. Puzon jest jedynym dętym instrumentem (inaczej niż gwizdawka suwakowa), który nie wymaga korekty intonacji ustami w górę lub w dół. To daje nam możliwość wydobycia każdej wysokości dźwięku trafiając w jej „najczulszy punkt”. Oznacza to, że możemy zagrać każdy dźwięk mając na celu tylko i wyłącznie osiągnięcie najbardziej wyrazistego, najczystszego i najjaśniej brzmiącego dźwięku a potem dopiero dokonać korekty intonacji suwakiem. Jak się za to zabrać? Zagraj w średnicy gamę przez jedną oktawę, jeden dźwięk na raz (ćwierćnutami) w dynamice mezzo piano i skup się na tym, by każdy dźwięk był tak bardzo jasny i klarowny, jak to tylko jest możliwe. Zauważ, że aby to osiągnąć trzeba bardziej agresywnie ustawić kąciki zadęcia. Jeśli odnalezienie złotego środka ustawienia poszczególnych dźwięków będzie trudne, to w zlokalizowaniu optymalnego centrum pomóc może ruch warg dzięki zastosowaniu szerokiego szczękowego vibrato. Kiedy każdy z osobna dźwięk tej gamy zostanie właściwie wysterowany przyjdzie czas na ustalenie gdzie teraz, gdy już dźwięk został „wycentrowany”, należy zatrzymać suwak. Możesz to zrobić za pomocą tunera („korga”), bo może okazać się konieczne niewielkie obniżenie pozycji by zrównoważyć zmianę w charakterystyce brzmienia. Może się to okazać dość ekscytującym  odkryciem, jeśli zostanie wykonane dobrze. Ale uwaga: nie obniżaj wysokości dźwięku zadęciem, po to jest suwak. No i jeszcze pamiętaj, że tuner pokazuje Ci tylko podstawową wysokość dźwięku a nie wysokość jego umiejscowienia w akordzie. (No!!)

A tak przy okazji- pobrałem próbną subskrypcję Radia Sirius- a tam mają stację „40’s on 40” (chodzi o lata czterdzieste XX wieku- przyp. tłum). Grają tam muzykę big- bandów z tej epoki. Chłopie, muszę Ci to powiedzieć: jeśli jesteś trębaczem lub puzonistą musisz posłuchać muzyków i bandów z tych czasów. Grają z prawie klasyczną jakością, tak rzadko słyszaną dzisiaj. Myślę, że wielu z nich mogło być znakomitymi w każdej dziedzinie muzyki, również w symfonice. Nie reklamuję tu Radia Sirius- bo można w inny sposób dotrzeć do muzyki tych lat. Naprawdę źle się stało, że w latach pięćdziesiątych świat oszalał na punkcie gitar elektrycznych i odesłał w zapomnienie erę big- bandów. Ale cóż to była za
wspaniała dekada dla instrumentalistów, a dla trębaczy, puzonistów i saksofonistów w szczególności!

(1) Austriacki dyrygent zmarły w 1962 roku. Prowadził jako szef znakomite orkiestry- m. in. radiową we Frankfurcie, filharmonię w Monachium. Dyrygował pierwszymi wykonaniami dzieł Beli Bartoka, Paula Hindemitha, Arnolda
Schoenberga.

Opublikowany na http://www.jayfriedman.net 8.11.2010
Tłumaczenie: Łukasz Michalski

Uwaga: Przeglądając stronę akceptujesz naszą Politykę Prywatności BRASSerwis.pl 2001 - 2017 Wszystkie prawa zastrzeżone.

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?