Aktualności Artykuły Kalendarz Forum Ogłoszenia Biografie Katalog Nuty Video

Wydarzenia Edukacja Wywiady Instrumenty i akcesoria
Dodaj artykuł

Wywiad z zespołem Chamber Brass

Napisany przez admin dnia 13-10-2006 | 589 odsłon



Oto rozmowa z muzykami kwintetu blaszanego Chamber Brass przeprowadzona w lutym 2001 roku przez Patrycję Wołch z HI-END.PL.





Zespół Chamber Brass to kwintet blaszany tworzony przez muzyków grających na co dzień w renomowanych orkiestrach takich jak Sinfonia Varsovia, Opera Narodowa, Polska Orkiestra Radiowa, Menuhin Festival Orchestra. Tworzą go: Mariusz Opaliński - puzon, Andrzej Tomczok - trąbka, Eugeniusz Gomóła - tuba, Tomasz Bieńkowski - waltornia i Piotr Bugaj - trąbka. Oto rozmowa z muzykami przeprowadzona w lutym 2001 roku przez HI-END.PL Zespół Chamber Brass to kwintet blaszany tworzony przez muzyków grających na co dzień w renomowanych orkiestrach takich jak Sinfonia Varsovia, Opera Narodowa, Polska Orkiestra Radiowa, Menuhin Festival Orchestra. Tworzą go: Mariusz Opaliński - puzon,  Andrzej Tomczok - trąbka, Eugeniusz Gomóła - tuba, Tomasz Bieńkowski - waltornia i Piotr Bugaj - trąbka. Oto  rozmowa z muzykami przeprowadzona w lutym 2002 roku przez HI-END.PL.



 





- Skąd wziął się pomysł na Chamber Brass ?



A.T..: - Pomysł od dawna istniał w naszych głowach. Już od dłuższego czasu chciałem stworzyć taki zespół, podejmowałem zresztą takie próby na studiach, jednak zespoły rozpadały się bardzo szybko - po miesiącu, po dwóch miesiącach, raz nawet po dwóch próbach. Wynikało to zawsze z tego, że nie ma w Polsce tradycji takich zespołów. Jednakże kiedyś przy towarzyskiej pogawędce okazało się, że jest nas pięciu chętnych, znamy się, razem pracujemy, więc możemy się skrzyknąć i spróbować eksperyment. Nie planowaliśmy grać non stop, chcieliśmy spróbować czegoś zupełnie nowego w Polsce.



- Czy od początku gracie w tym samym składzie?



M.O..: - Tak



- Jakie są Wasze inspiracje, jak opisalibyście swoją muzykę ludziom, którzy jej nigdy nie słyszeli?



A.T..: - Muzyka, którą teraz gramy, jest to muzyka klasyczna w opracowaniach na nasz zespół, a więc coś nowatorskiego, co brzmi wyjątkowo dla ludzi, którzy nigdy nie tego słyszeli. Sądzę że najlepiej kupić płytę i posłuchać.



T.B..: - Instrumenty dęte istnieją od bardzo dawna, jak na przykład trąbka która jest znana już od czasów faraonów. Oczywiście z biegiem wieków zmieniały się ich wygląd i brzmienie. Faktem jest również, że instrumenty dęte mają ograniczone możliwości brzmieniowe, ale skład, w którym gramy, pozwala wykonywać utwory o bardzo rozbudowanej harmonii. Zespół pięcioosobowy jest optymalny, pozwala na ukazanie przekroju partyturalnego utworu, ukazanie wypełnionego brzmienia i walorów melodyczno-harmonicznych danej kompozycji.



A.T..: - Pomysł, przynajmniej w moim zamyśle, był taki, aby nie skupiać się na utworach napisanych konkretnie na kwintet instrumentów blaszanych, lecz raczej grać coś co ludzie znają. Grupa odbiorców takiej muzyki, kwintetu blaszanego, jest w Polsce bardzo niewielka, ogranicza się do bardzo małej grupy osób, a my chcielibyśmy, by słuchali nas ludzie, którzy niekoniecznie kochają muzykę klasyczną. Jeżeli włączą naszą płytę, usłyszą znajomą muzykę w nowym zestawieniu instrumentów.



-  Wiem że korzystacie z zagranicznych aranżacji. Czy można się spodziewać własnych opracowań?



M.O..: - Bardzo byśmy chcieli i jest to jeden z naszych celów, aczkolwiek ciągle mamy jeden podstawowy problem - chcemy, by robił to ktoś, kto naprawdę się na tym zna, żeby te opracowania były na najwyższym poziomie i ciekawe, bo przecież będą one świadczyć o naszym zespole.



- Czyli nadal poszukujecie?



M.O..: - Tak jest. 



A.T..: -  Niestety, ciągle jeszcze pokutuje u nas brak tradycji kwintetów blaszanych, w związku z czym kompozytorzy i aranżerzy nie mają doświadczenia związanego z tego rodzaju muzyką, trzeba więc metodą prób i błędów poznawać ludzi.



E.G..: - Myślę że to raczej my musimy sami stworzyć sobie aranżera, nie aranżer nas...



A.T..: - Musimy też sami próbować. Zastanawiam się nad tym, by samemu zacząć aranżować, tym bardziej że mamy plany jak najbardziej poważne.



- Jak postrzegacie dzisiejszy rynek muzyczny, czy wasza muzyka ma szansę się sprzedać?



P.B..: - Trudno powiedzieć, jest bardzo ciężko.



E.G..: - Rynek w ogóle nie jest w Polsce ugruntowany, jest za dużo piractwa, by w ogóle móc coś przewidywać .



A.T..: - Najgorsze jest chyba to, że wszystkie wytwórnie płytowe obecnie na rynku nastawiają się na muzykę komercyjną, na szybkie pieniądze, a raczej trudno spodziewać się w muzyce poważnej zysków takich, jak w przypadku płyt, które się tworzy w ciągu tygodnia - skrzykuje się kilka osób, zaprasza jakąś gwiazdę z zagranicy, która ma nazwisko, odkurza się jakąś starą gwiazdę z Polski i robi na tym wielkie wielkie pieniądze. Trzeba włożyć dużo wysiłku, by wykreować coś w muzyce poważnej. Mimo wszystko będziemy próbować.



T.B..: - Niestety mamy w Polsce "chory system", nie ma sponsoringu, nie ma promocji kultury, a - co najgorsze - nie ma jak podjąć działań w tej dziedzinie, bowiem nie jest ona zreformowana i leży odłogiem. Naszym atutem jest to, że taki skład jest czymś nowym na rynku.



- Czy macie w planach jakieś koncerty lub trasy koncertowe?



A.T..: - Oczywiście mamy w planach koncerty, ale rzecz w tym że pracujemy w różnych orkiestrach, przez co mamy zajęte terminy i wiele pracy, a zespół wciąż istnieje obok naszej głównej działalności, więc zaplanowanie trasy koncertowej jest bardzo trudne, ale oczywiście mamy taką w planach.



E.G..: - Najbliższy taki termin to przyszłe wakacje.



- Jak zaczęła się wasza przygoda z instrumentami i muzyką?



E.G..: - Ja zupełnie przypadkowo zacząłem w orkiestrze amatorskiej. Traktowałem muzykę jako hobby, grałem wieczorami. Ktoś mnie usłyszał i zacząłem się uczyć gry na tubie w średniej szkole muzycznej. Okazało się, że dobrze gram, więc potem skończyłem szkołę średnią w Krakowie i Akademię Muzyczną w Warszawie.



M.O..: -   Ja zaczynałem na fortepianie lecz długo na nim nie grałem - trzy lata w podstawówce, a potem od razu poszedłem do średniej szkoły muzycznej, gdzie uczyłem się grać na puzonie. Na początku nie byłem przekonany do tego instrumentu, ale potem spodobało mi się i tak już zostało. Skończyłem Akademię Muzyczną w Warszawie.



A.T.: - Ja zawsze chciałem grać, ponieważ pochodzę ze Śląska z Katowic, gdzie są bardzo rozbudowane tradycje muzyczne, zwłaszcza jeżeli chodzi o instrumenty dęte. Pamiętam jak byłem mały i grała orkiestra z NRD. Bardzo mi się podobali ci panowie z instrumentami i strasznie chciałem grać "na takiej trąbce, co to się tak rusza", chodziło o suwak, więc ojciec mnie na motorower i zawiózł do pana który grał na weselach, Podstawową i średnią szkołę muzyczną skończyłem w Katowicach, a studia w Warszawie.



P.B.: Ja uczyłem się prywatnie gry na akordeonie i chciałem zdawać do szkoły muzycznej I stopnia, ale byłem już za duży i jedyne instrumenty na jakie mogłem się dostać, to były instrumenty dęte blaszane. I tak zacząłem grać na trąbce. Studiowałem we Wrocławiu.



T.B.: - Uczyłem się w Łodzi, w szkole podstawowej. Grałem na skrzypcach ale - niestety - nie umiałem wibrować, więc w połowie siódmej klasy spróbowałem gry na waltorni. Tak trafiłem do wspaniałej pani pedagog - Czesławy Szczukowskiej. Potem studiowałem w Warszawie a w połowie trzeciego roku zacząłem pracować w Sinfonii Varsovii.



- Każdy ma jakąś pasję. Jakie wy macie hobby?



M.O.: - Większość wolnego czasu poświęcamy zespołowi, resztę rodzinie. Na wyjazdach mamy nieraz trochę czasu, by uprawiać sporty, pływać pontonami, jeździć na rowerach.



A.T.: - Ja chodzę czasami z Genkiem na ryby.



M.O.: - Czego na przykład ja nie znoszę...



E.G.: - Moją pasją jest rzeczywiście łowienie ryb, ale największą jest mój syn.



T.B.: - Też uwielbiam wędkowanie i grill przy dobrym, zimnym piwie. Lubię też "posiedzieć" w Internecie, szukając nowości brassowych i kontaktując się z kolegami z klubu muzyków grających na instrumentach blaszanych.



P.B. - A ja łowię ryby u sadzę drzewka.



- Co możecie powiedzieć o kolegach z zespołu?



A.T.; - Każdy z nas jest inny - jedni są gadułami, jest ktoś milczący, jest ktoś bardzo impulsywny, jest ktoś, kto łagodzi to wszystko. Jesteśmy naprawdę mieszanką wybuchową.



E.G.: - Ale to nas naprawdę stymuluje do działania.



M.O.: - Lepiej że na próbach coś się dzieje, niż gdyby panował marazm.



- Nie macie dużo wolnego czasu, na co dzień dosyć zajmujecie się muzyką. Czy w wolnych chwilach macie jeszcze ochotę na jej słuchanie?



M.O. - Ja niewiele słucham, a jeżeli to muzyki filmowej.



A.T.: - A ja zdecydowanie wolę rocka. Niestety, ciągle jestem stymulowany przez stacje radiowe i kupuję to, co jest popularne w radiu, ale stanowczo unikam chały.



T.B. - Ja słucham amerykańskiej muzyki filmowej, Michaela Kamena.



E.G.: - Ja zaś słucham radia i klasyki - ostatnio ego, co najczęściej gram w pracy.



P.B.: - Ja  także słucham tego, co jest w radiu i trochę muzyki filmowej.



- Skoro słuchacie muzyki musicie mieć w domu jakiś  sprzęt grający. Czy zwracacie uwagę na jakość słuchanych nagrań?



M.O.: - Myślę że bardzo ważne jest brzmienie, jednak my tyle czasu spędzamy z muzyką na żywo, że żaden sprzęt tego nie odda, aczkolwiek jeżeli miałbym bardzo dużo pieniędzy, to z pewnością  zainwestowałbym w świetny sprzęt grający. Na razie mam jakiegoś Technicsa, a którego zapewne wszyscy audiofile się śmieją.



A.T.: - Ja zwracam ogromną uwagę na jakość nagrania - jeżeli płyta jest źle nagrana, od razu ją wyłączam. Denerwuje mnie złe nagranie. Niestety nie mam takiego sprzętu, który pozwoliłby na wnikliwe wsłuchiwanie się.



T.B.: - Ja mam sprzęt firmy Sony, jednakże zawsze ważniejsze były dla mnie nowości nutowe i instrumenty.



E.G.: - Ja mam mini wieżę, która nie pozwala na wsłuchiwanie się, służy tylko do odbioru, a możliwości finansowe nie pozwalają mi na zakup dobrego sprzętu.



- Ostatnie pytanie będzie dotyczyć waszych planów na przyszłość...



A.T.: - Mam takie swoje marzenie, które powoli zaczynam realizować. Zawsze interesowało mnie nie tyle pisanie muzyki, co aranżowanie i  moim najbliższym celem jest zacząć bawić się aranżowaniem muzyki dla naszego zespołu.



P.B.: - Jeżeli chodzi o plany zawodowe, to zobaczymy co będzie dalej. Na razie gram w Sinfonii Varsovii i Mieszkam w Warszawie.



M.O.: - Moim marzeniem było zawsze grać w takim zespole. Marzy mi się, żebyśmy grali inną muzykę niż wszystkie kwintety blaszane na świecie, żebyśmy stworzyli własne brzmienie.



T.B.: - Pracuję jako pierwszy waltornista w Operze Narodowej, a moje marzenie właśnie się realizuje, ponieważ w czasie studiów grałem w zespole Camerata Vistula, gdzie złapałem bakcyla  muzyki kameralnej.



E.G.: - Chciałbym, abyśmy byli znani w Europie.



M.O.: - Cieszymy się również bardzo, że nasza pierwsza płyta zawiera właśnie muzykę klasyczną...



A.T.: - Bardzo trudno jest nagrać taką muzykę w takim składzie...



E.G.: - Ta płyta jest dla tych, którzy chcieliby nam zarzucić że nie umiemy grać muzyki klasycznej.



A.T.: - Utwory które gramy, to utwory skrzypcowe, symfoniczne i orkiestrowe, więc trzeba je grac stylowo i z charakterem, chociaż nie zamierzamy  podporządkowywać się kanonom i gramy po swojemu.



- Dziękuję za rozmowę



Z muzykami z Chamber Brass



rozmawiała Patrycja Wołoch Wywiad publikujemy dzięki uprzejmości HI-END.PL



Pozostałe artykuły w tej kategorii
Poprzedni artykuł Wielka brama na świat
Komentarze są własnością ich autorów. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.


Co nowego?



Losowy artykuł


Niektórzy w ogóle nie muszą się rozgrywać podczas gdy inni potrzebują długotrwałego rozegrania. Osobiście zwykłem rozgrywać się każdego dnia, ale potem przez dziesięć lat swojej kariery czułem, jakbym już nigdy więcej tego nie potrzebował. Teraz znów zacząłem odczuwać potrzebę rozgrywania.




Reklama

Kontakt

Napisz do nas